Blank Page; #8: she’s a silver lining, lone ranger riding through an open space
Gdyby ktoś zapytał Echo o czym marzy w życiu, prawdopodobnie nie odpowiedziałaby od razu. Możliwe, że nie odpowiedziałaby w ogóle. Nie była w stanie nijak określić tego pragnienia, które czuła bez przerwy tuż pod skórą. Niekończącego się gwaru, który słyszała w głowie. Tęsknoty za czymś nieosiągalnym i nieznanym, która pochłaniała ją każdego dnia. Marzyła, chociaż nie potrafiła powiedzieć, za czym. Nieustannie czuła się, jakby odpowiedź była tuż za rogiem.
Ciągłe funkcjonowanie w ten sposób ją wycieńczało. Goniła za nieistniejącym. Tonęła. Czasami wydawało jej się, że potrzebowała tylko spokoju i ciszy, jednak po jakimś czasie zawsze zaczynała czuć się przytłoczona pustką dookoła niej. Jakby ściany zaczynały się przybliżać. Jednocześnie nie chciała wychodzić do ludzi. Tkwiła pomiędzy młotem i kowadłem. Nie chciała już tak żyć.
Zegarek na jej stoliku nocnym zdawał się groźnie na nią spoglądać. Czerwone cyfry obwieszczały godzinę czwartą nad ranem. Niebo wciąż było jeszcze stosunkowo ciemne, ale lampy uliczne zgasły kilka chwil temu, wyraźnie informując pojedyncze dusze tułające się po mieście lub przewracające się w swoich łóżkach z jednej strony na drugą, że niedługo świt.
Zorza siedziała po turecku na środku swojego łóżka, licząc kropki na pościeli. Czterysta pięćdziesiąt trzy, czterysta pięćdziesiąt cztery, czterysta pięćdziesiąt pięć. Może cierpiała na bezsenność, a może przesadzała z kawą. Czterysta pięćdziesiąt sześć. A może nie chciała spać, bo w snach widziała ciemne tęczówki i blond pasemko.
Nie miała ochoty o tym myśleć.
Skoro i tak nie mogła zasnąć, podniosła się z łóżka i przeszła do kuchni, nastawiając wodę na kawę. Jeżeli skończy przez niego z osteoporozą, nadciśnieniem i zwiększonym cholesterolem, po prostu go pozwie. Za to i za to cholerne mieszanie jej w głowie.
Nie było sensu udawać, że Zayn jej nie pociąga albo że nie myśli o nim o wiele częściej, niż by chciała. O wiele łatwiej było jej żyć, gdy nie zaprzątała sobie głowy jakimiś tam zauroczeniami. Wbrew pozorom zachowywanie się jak kompletna nastolatka (w każdym razie wewnętrznie) na widok jakiegoś faceta nie było czymś, z czego była dumna.
Zalała kawę i złapała za kubek, ogrzewając zmarznięte dłonie. Wszystkie okna w mieszkaniu były uchylone pomimo tego, że temperatura na zewnątrz nie przekraczała dziesięciu stopni. Nie wiedziała, co w ten sposób próbowała osiągnąć. Chłód nijak nie pomagał jej w myśleniu czy w spaniu.
Minęła kolejna godzina, a ona wciąż nie miała co ze sobą zrobić, dlatego w końcu zdecydowała się sięgnąć po telefon i wybrać numer, którego nigdy nie planowała wybierać. Po pierwszych dwóch sygnałach usłyszała muzykę, która w założeniu miała umilić dzwoniącemu oczekiwanie na połączenie. Tymczasem rytmiczne „do–do–do do–do” jedynie potęgowało migrenę Echo.
Wreszcie dotarł do niej urywany oddech i niewyraźne powitanie. Skrzywiła się i zakaszlała w lekkim zakłopotaniu.
– Jeżeli odebrałaś w trakcie stosunku z Horanem, to ja dziękuję, rezygnuję, zapomnij, że w ogóle dzwoniłam – wymamrotała, chowając twarz w dłoniach. Zaczęła mimo woli wyobrażać sobie Cookie i Nialla w dwuznacznych pozycjach, zaplątanych w pościel. To było bardzo poetyckie, ale równocześnie bardzo niesmaczne.
– Czy ty postradałaś zmysły? Biegam! Nie wierzę, że masz mnie za taką, co by się puściła z Horanem. – Z drugiej strony słuchawki Cookie brzmiała na naprawdę oburzoną i przejętą, pomiędzy kolejnymi ciężkimi oddechami.
– Nie ważne, nie ważne, naprawdę zapomnij. – Echo wykonała ruch ręką, dopiero po czasie przypominając sobie, że rudowłosa jej nie widzi. Nie była przyzwyczajona do rozmów przez telefon i to było jasne. Przygryzła wargę, zastanawiając się nad wciśnięciem czerwonej słuchawki. – Biegasz o piątej nad ranem? – Zdecydowała przeciwko temu pomysłowi, chociaż nie miała w zwyczaju z własnej woli ciągnąć rozmowy z Cookie przez dłużej, niż kilka minut.
– Właśnie tak. A czego chciałaś? Możesz przebiec się ze mną, wtedy pogadamy.
Z jakiegoś powodu, to wcale nie brzmiało jak zły pomysł.
Zgodziła się, a po ustaleniu spotkania kilka przecznic na wschód od jej mieszkania, prędko rozłączyła się i odrzuciła komórkę na drugi koniec pokoju. Wylądował ciężko na dywanie, ale pozostał w jednym kawałku. Echo kiwnęła w jego stronę głową w znaku aprobaty.
Przebrała się w ubrania bardziej odpowiednie od piżamy i wyszła z domu, biorąc ze sobą tylko klucze.
Loon czekała na nią na rogu Czterdziestej czwartej i Riverside, z szerokim uśmiechem i wysokim rudym kucykiem na głowie. Wyglądała jak szczęście zamknięte w człowieku, co w porównaniu z marnym stanem Echo było aż zabawne. Zorza miała wory pod oczami, lekko tłuste włosy, a na sobie powyciągany dres. Cookie wybrała czarne legginsy i top, zarzucając na ramiona wściekle różową bluzę. Naprawdę olśniewała, wywołując tym gorzki chichot u blondynki.
– Cześć, Zorza! – Ruda w porywie emocji rzuciła się Echo na szyję. – Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że sama do mnie zadzwoniłaś! Czasami naprawdę myślę, że mnie nie lubisz, wiesz?
Cisnęło jej się na usta coś bardzo nie miłego, coś jadowitego i coś bardzo zorzowego, ale nie pozwoliła uwadze ujrzeć światła dziennego. Tkwiła w martwym punkcie od lat i chciała spróbować ruszyć dalej. Małymi krokami.
Pozwalała Louisowi okazjonalnie wygadać się o Shakespearze, odzywała się do Horana i Zayna, a teraz sama wyszła Cookie naprzeciw, by się z nią spotkać.
Ludzie niezmiennie byli dla niej czymś prawie nie do zniesienia, ale ta niewielka grupka wydawała się nieszkodliwa. Pomimo przewracającej się zawartości żołądka, guli w gardle i bólu głowy, który uparcie się z nią nie rozstawał, brnęła w te znajomości. Działając na przekór samej sobie może wreszcie do czegoś dotrze. Pokona te paskudne, zimne ściany, które zbudowała już tak dawno temu.
Nadmiar kawy pomieszany z Malikiem namieszał jej chyba w głowie, ale skończenie samotnie, w ciemnej i ciasnej klatce, do której sama się zapędziła, było ostatnim, czego pragnęła.
Ludzie ją przerażali. Jednocześnie nie wyobrażała sobie, żeby umrzeć bez żadnego obok siebie.
– Chyba chcę coś zmienić – oznajmiła, patrząc wyczekująco na Cookie.
– To znaczy? Podobają mi się te twoje pasemka, zostaw je – skomentowała pogodnie ruda, po czym machnęła na Echo ręką i zaczęła biec przed siebie. Zorza przewróciła oczami i podążyła za nią.
– Nie to miałam na myśli.
– Tak – Loon zaśmiała się – wpadłam na to. Wiem, że często wychodzę na durną, ale jeszcze mam coś w głowie. Kiedy zobaczyłam, że dzwonisz, były dwie opcje: zdarzył się jakiś straszny wypadek – tu zaczęła wyliczać na palcach – albo coś cię tknęło. I wyszło, że to to drugie. I dobrze! Ciężko patrzeć, jak tak ponuro postrzegasz rzeczywistość. Ludzie to w większości potwory, którzy mają tylko talent do niszczenia naszej planety i siebie nawzajem, ale są jeszcze wyjątki. Mam tylko nadzieję, że postrzegasz mnie jako jeden z tych wyjątków.
Posłała jej ciepły uśmiech. Przez jakiś czas biegły w ciszy. Echo starała się zrozumieć, jak ta dziewczyna może mówić takie rzeczy ze spokojem, truchtając wesoło po ulicach Phoenix o wpół do szóstej rano. Dla Zorzy to brzmiało jak wypowiedź żywcem wyjęta z jakiejś ważnej sceny w filmie czy książce, która wymagała powagi i tylko jakiejś wzruszającej piosenki w tle.
To był dowód na to, że za bardzo porównywała swoje życie do czytanej fikcji.
Chciała jakoś odpowiedzieć, odezwać się, ale nie wiedziała jak. Może i wiele razy przeżywała takie sytuacje przez wymyślonych bohaterów, ale w prawdziwym życiu nie potrafiła się zachować.
– I nie musisz tego komentować. Męczę cię od roku. Wiem, jak funkcjonujesz. Nie tylko Zayn próbuje cię rozgryźć.
Co?
– Co? – Zatrzymała się gwałtownie. Nie było w tej konwersacji miejsca na Zayna. Dlaczego wspomniała o Zaynie? I co miała na myśli mówiąc, że próbuje ją rozgryźć? Nie była owocem, w który można było się zwyczajnie wgryźć. Wiedziała, że to przenośnia, ale czuła się jakby ktoś naruszał w ten sposób jej osobistą przestrzeń.
– Nic, to nieistotne. – Cookie potrząsnęła głową, próbując się ratować. Znacząco zwolniła, chociaż nie przestawała biec. – Pospiesz się! Możesz mi wyjaśnić, o co ci wcześniej chodziło z Niallem?
Echo zaczynała żałować tego całego ruszania na przód












