Przysunęłam moje krzesło do okna , by patrzeć na deszcz.
Byłam jakby we śnie lub w transie-
zakochana, a jednak nie chciałam niczego.
Nie musiałam cię dotykać, patrzeć na ciebie.
Chciałam tylko jednego : tego pokoju , krzesła, szumu
padającego deszczu,
godzina za godziną, ciepła tego wiosennego wieczoru.
Nie trzeba mi było nic więcej; byłam samą sytością.
Moje serce stało się małe, niewiele potrzebowało, by się napełnić.
Patrzyłam na deszcz padający ciężkimi strugami nad
ciemniejącym miastem -
Byłeś poza tym : zgadzałam się byś żył
wedle swych chęci.
O zmierzchu deszcz zelżał. Zajęłam się rzeczami
jakie wykonujemy w świetle dziennym, byłam pogodzona,
ale poruszałam się jak lunatyczka.
To wystarczyło i nie miałeś z tym już nic wspólnego.
Kilka dni w obcym mieście.
Rozmowa, dotyk dłoni.
A potem zdjęłam obrączkę.
Tego właśnie chciałam : być naga.




















