Polonia amerykańska a walka o dobre imię Polski
W Polityce (nr 10 (3049) z dnia 2016-03-02; s. 48-50), historyk Adam Leszczyński pisze o przepisie na dobre imię Polski, a w szczególności o tym, że pomysł karania „oszczerców” (a w wersji lajt “ludzi niekompetentnych historycznie”) za pomocą paragrafu jest raczej oznaką słabości niż siły.
Według projektu ustawy, który wkrótce ma trafić do Sejmu, śledztwa wszczynałby z urzędu pion śledczy IPN. Miałby się on zajmować również „dbaniem o dobre imię Polski za granicą”. Kara grzywny i ograniczenia wolności groziłaby nawet za „nieumyślne i wbrew faktom” publiczne przedstawianie takich treści. Możliwe byłoby także wytaczanie procesów cywilnych – nie tylko przez instytucje państwowe, ale także przez organizacje pozarządowe, np. takie jak działająca od trzech lat Reduta Dobrego Imienia – Polska Liga przeciw Zniesławieniu. „Oszczercy milczcie i bójcie się” – skomentował projekt ministerstwa założyciel Reduty Maciej Świrski.
Nie wiadomo, jak nowe prawo będzie działało w praktyce. Pozwy od polskich władz zachodni dziennikarze mogą po prostu wrzucać do kosza. Fakt, że dziś zwykle reagują na protesty, ma źródło wyłącznie w ich dobrej woli. Polskie państwo nie jest ich w stanie do niczego zmusić ani w żaden sposób ukarać.
Przytacza też przykład Turcji, która wprowadziła podobne prawo. Nie podziałało. Działa coś zupełnie innego: drugofalowa strategia cichej perswazji. Tutaj autor daje przykład GMF oraz Anti-Defamation League. Na koniec, Leszczyński pisze o tym jak taka strategia mogłaby wyglądać dla Polski:
W polskiej sprawie można więc wyobrazić sobie dobrze finansowaną organizację pozarządową, która działałaby w USA i prowadzona byłaby przez ludzi mieszkających na miejscu i dobrze znających reguły amerykańskiego życia publicznego. Taka instytucja rzeczywiście mogłaby „walczyć o dobre imię Polski”, organizując kampanie społeczne, pisząc protesty oraz przygotowując kampanie informacyjne o polskiej historii (profesjonalnie przygotowana strona internetowa z materiałami, do której można byłoby odesłać, na pewno by nie zaszkodziła). Byłaby skuteczna także wobec tych, którzy jakikolwiek pozew z Polski wyrzucą po prostu do kosza.
Tajemnicą poliszynela jest że amerykańska Polonia nie cieszy się zbytnią popularnością lub szacunkiem w kraju (oczywiście poza elektoratem PiS). Ale oczywistą oczywistością jest fakt że organizacje o których marzy Leszczyński istnieją od wielu lat i robią na rzecz Polski w amerykańskiej świadomości bardzo wiele.
Według danych US Census Bureau, w USA żyje prawie 10 milionów osób identyfikujących się w jakimś sensie z Polską (piąta największa grupa, po Niemcach, Irlandczykach, Anglikach i Włochach). Bardzo wiele z tych osób aktywnie działa w różnych polsko-amerykańskich oraz polonijnych organizacjach które od lat są wyczulone na różnego rodzaju drwiny z Polskich emigrantów (tzw. “polish jokes”) oraz na różnego rodzaju kłamstwa, ignorancję historyczną czy inne kłamliwe pomówienia z gatunku “polskich obozów zagłady.” To właśnie dzięki dekadom pracy tych organizacji, dzięki ich sprawnej, zkoordynowanej i szybkiej reakcji, “polska polityka historyczna” odnosiła w ostatnich latach sukcesy.
Jeden przykład to zeszłoroczna kompromitacja szefa FBI, James’a Comey’a o Polakach mordujących swoich żydowskich sąsiadów, ramię w ramię z Niemcami i reakcja na tą wpadkę. Oczywiście w Polsce nastąpiło oburzenie i krytyka “polityki historycznej” rządu. Ale warto pamiętać o tym, że sukcesem był sam fakt trafienia kontrowersji wokół słów Comey’a do środków masowego przekazu na Zachodzie. Według internetowej bazy danych Factiva, wpadka Comey’a i reakcja z jaką się spotkała, pojawiła się w 375 artykułach prasowych. Najwięcej, bo aż 24 razy, pisała o tym agencja Reuters. Na Fox News pojawiło się 17 artykułów na ten temat, a na łamach The Washington Post 15. Ponadto kilkakrotnie pisał o tej kontrowersji The New York Times, The Wall Street Journal, portal Yahoo, sieć ABC, BBC, londyński The Times, The Guardian, agencja AP, rosyjskie RIA Novosti, izraelski Jerusalem Post oraz liczne gazety kanadyjskie. Pomiędzy 19 a 24 kwietnia ukazało się w anglojęzycznych mediach ponad 200 artykułów na ten temat. Ten przykład pokazuje więc, że polska i polonijna presja działała. Dzięki tej presji tysiące czytelników, widzów i słuchaczy dowiedziało się dlaczego słowa Comey’a wywołały oburzenie i dostało mało lekcję historii.
Oczywiście czymś co boli nas jako Polaków i polskich-amerykanów najbardziej jest użwyanie w mediach określenia “polskie obozy śmierci” lub “polskie obozy koncentracyjne.” Polskie media często donoszą o tego typu incydentach, ale ile ich jest dokładnie, nie wiadomo.
Według internetowej bazy mediów LexisNexis, w latach 1970-2012 pojawiło się w światowych mediach 521 artykułów w których autor użył stwierdzenia “polskie obozy koncentracyjne” lub “polskie obozy śmierci”, z czego 331 w ważnych, anglo-języcznych publikacjach. Większość, bo aż 126 w mediach amerykańskich, 79 w mediach brytyjskich, 63 w kanadyjskich, 40 w australijskich oraz 23 w (anglo-języcznych) mediach izraelskich.
W ostatnich dekadach najczęściej o “polskich obozach śmierci”, bo aż 42 razy, pisała agencja AP. Ponad 1700 gazet oraz 5000 stacji telewizyjnych oraz radiowych traktuje AP jako swoje źródło informacji, więc te 42 artykuły mogły się ukazach w tysiącach mniejszych gazet, stacji radiowych oraz programach telewizyjnych. Rola AP w szerzeniu historycznych bzdur jest więc absolutnie kluczowa. Drugi na liście jest londyński The Times z 38 artykułami, 28 razy pisał o “polskich obozach” The Washington Post, a 23 razy izraelski The Jerusalem Post (którego nakład, co ciekawe, jest większy w USA niż w Izraelu).
Analiza liczby artykułów w najważniejszych mediach amerykańskich (The New York Times, The Washington Post oraz agencja AP) w latach 1970-2011 pokazuje że nie istnieje jednolity trend w używaniu określenia “polskie obozy śmierci”. W ostatnich trzech dekadach używa się tego typu określenia dosyć rzadko, zwykle mniej niż w dziesięciu artykułach na rok. Najwięcej, bo 13 artykułów ukazało się w 2012 roku, kiedy Prezydent Obama użył określenia “Polish death camps”, co spotkało się z dużym oporem Polski oraz środowisk polonijnych, więc większość artykułów w tym roku koncentrowała się na kontrowersji wokół słów Obamy i oburzeniu Polaków.
Wydaje się więc, że owa dobrze finansowana organizacja pozarządowa o której pisze Leszczyński miałaby duże pole do działania w zwalczaniu kłamliwych i szkodliwych określeń jak “polskie obozy śmierci”. Jednak trzeba zauważyć jak wiele w ostatnich latach zdziałała na tym froncie amerykańska polonia. Organizacje, takie jak Fundacja Kościuszkowska, Instytut Piast czy Kongres Polonii Amerykańskiej walczą w USA z określeniem “Polish death camps” z dużymi sukcesami. Petycja Fundacji Kościuszkowskiej i energiczne działania jej uwczesnego prezesa, Alexa Storożyńskiego, aby raz na zawsze skończyć z terminem “polskie obozy śmierci”, została podpisana przez ponad 308 tysięcy osób, między innymi przez Prezydenta Bronisława Komorowkiego, Prezydenta Lecha Wałęsę, historyka Normana Davies’a oraz inne ważne osobistości. Petycja, wraz z bardzo częstymi i energicznymi działaniami Polonii oraz MSZ poskutkowały i w 2012 roku AP, The New York Times oraz The Wall Street Journal, czyli najważniejsze i najbardziej wpływowe media amerykańskie zmieniły swoje tzw. “style booki”, czyli wytyczne redakcji dla dziennikarzy aby w żadnym wypadku nie używać określenia “Polish death camps.” Redakcje, które często obrażały w ten sposób Polskę uderzyły się w pierś i obiecały poprawę. Cała kampania przeciwko “polskim obozom” została opisana przez dziennikarską organizację Poynter Institute. Dużo dzieje się też w mediach społecznościowych, gdzie na Facebooku dziarsko działa grupa Polish Media Issues która czujnie monitoruje media na całym świecie i szybko koordynuje reakcję ponad dwóch tysięcy swoich członków. Instytut Piast w Detroit zapoczątkował inicjatywę PACI (Polish American Communication Initiative) w celu połączenia Polonii i uproszczenia dostępu polonijnej społeczności do mediów oraz polityków. Trudno nie nazwać takiego obrotu sprawy sukcesem.
Warto więc wspierać Polonię w tego typu działaniach, bo jak pokazuje przykład Ameryki i problemu “Polish death camps”, dobrze zsynchronizowane i konretne działania przynoszą rezultaty. Celem, więc, nie powinno być opracowywanie nowego modelu prowadzenia polityki historycznej, ale ulepszenie obecnego modelu poprzez wsparcie istniejących instytucji oraz powielania tego modelu w innych krajach oraz ułatwienie współpracy rządu z polonijnymi organizacjami na terenie całego świata.
Dominik Stecuła – autor jest dyrektorem badań w polonijnym ośrodku badawczym Piast Institute w Detroit oraz doktorantem na wydziale politologii Universytetu Kolumbii Brytyjskiej w Vancouver w Kanadzie.