Hot people eat breakfast
The Bowery Presents

❣ Chile in a Photography ❣

JVL
YOU ARE THE REASON
Misplaced Lens Cap
No title available
Aqua Utopia|海の底で記憶を紡ぐ
ojovivo
he wasn't even looking at me and he found me
2025 on Tumblr: Trends That Defined the Year

Discoholic 🪩
No title available
tumblr dot com
trying on a metaphor
Jules of Nature
EXPECTATIONS
Xuebing Du
TVSTRANGERTHINGS
art blog(derogatory)
Stranger Things

seen from Malaysia
seen from Spain
seen from Canada
seen from Malaysia
seen from Germany
seen from United Kingdom
seen from Canada

seen from Malaysia

seen from Russia

seen from Ecuador
seen from United States

seen from South Korea

seen from United Kingdom

seen from South Africa

seen from Malaysia

seen from Malaysia

seen from Netherlands
seen from Australia
seen from France

seen from Singapore
@onemorebreathtogo
Hot people eat breakfast
Im more than my body.
You were born for greater things than just being skinny. You are destined to live a good life and do amazing things, but you need energy to make it happen. You need to eat. Recovery is hard, but it’s worth it. YOU are worth it.
Shut up, fuck those calories
U look AMAZING in them mom jeans girl
Im invisible
They will love you and they will leave you.
I love my friends but they make me feel incredibly alone.
Parties make me feel incredibly alone. Why do we open up only when we’re drunk? And then sober up and act as if nothing really happened. Like dude, I just told you Im suicidal. Are u seriously gonna let this slide? Thought u were my friend, my buddy. I feel like no one really cares.
Pytają
Pytają- o czym znowu marzysz.
Kto im powie
Na moje sny się składa
tylko parę wyblakłych słów
Tylko kilka zapomnianych dawno tańców
Oraz ledwo dosłyszalny, cichy szept
Pytają- dokąd idziesz
Niech im to powie moja godność
Ustawiona w metaliczny, złoty szereg
I moja przeklęta duma
Zakrapiana fioletem i zielenią.
Pytają- czemu biegniesz
Niech im odpowiedzą moje oczy
Moja nieważkość
I dłonie lżejsze niż pióra
Może tym razem zaniosą mnie dalej
Może tym razem nie spadnę.
A gdyby tak
A gdyby tak
Zapaść się do szpiku kości
Zwinąć w kulkę i policzyć gwiazdy
Rozpaść do nieświadomości
Skurczyć aż do zapomnienia
A gdyby tak
Zniknąć do końca
Zmaleć do ostateczności
A gdyby tak
Zniknąć
A gdyby tak
Koniec
A więc tak wygląda koniec. Tak wygląda ta owiana tajemnicą, ostatnia prosta, po której nie ma już niczego. Czas zadawania pytań i stawiania wniosków. Dlaczego? Dlaczego nam się nie udało? Czyja to wina? Przecież tak dobrze nam było ze sobą? Przecież miałeś mnie za bratnią duszę? Twoje pytania odbijają się echem po mojej głowie, a ja milczę, nie wiedząc, czy uda mi się w pełni oddać istotę tej całej maskarady, tej ubranej w piękne gesty i słowa iluzji, której się dopuściliśmy.
To, co Ty uważałeś za oczywiste i normalne, mnie dusiło i przygniatało do ziemi, wwiercało się do granic świadomości. Zmuszało do nieustannej ucieczki. Ty zawsze dostrzegałeś prawdę w jej najczystszej formie, odważnie dotykałeś jej twardej formy, ja- lewitująca gdzieś w krainie snów- prawdy nigdy nie znałam. Ty miałeś piękno jedynie za uroczy dodatek do rzeczywistości, podczas gdy dla mnie rzeczywistość to piękno. Piękno ratujące od pospolitości. Przybierające kształt kolorowych smug piękno wschodzącego słońca. Twoje oczy koloru topniejącego lodu. Onieśmielające witalnością i potęgą piękno młodości, zapisane w nieposkromionej sile marzeń i roziskrzonym spojrzeniu. Piękno to gładkość i bladość Twojej skóry, Twój lekki chód i sposób, w jaki błyszczą Twoje oczy, kiedy się uśmiechasz. Piękno to Twoje roztańczone spojrzenie. Piękno to Ty, to najbliżsi nam ludzie i ludzkość w ogóle, czyli wszystko to, czego nie potrafiłeś, bądź zdecydowałeś się nie dostrzegać. I chociaż biorąc po rozwagę całą moją aparycję, a także mnie w ogóle, prawdopodobnie byłam dla Ciebie jedną z tysięcy kobiet chodzących po Ziemi, musisz wiedzieć, że Ty, pomimo wad i irracjonalności całej tej relacji, w którą się uwikłaliśmy, podarowałeś mi jedno na milion, jedyne w swoim rodzaju swoiste i obezwładniające piękno, piękno przed którym klękają narody, a grawitacja i wszelkie prawa fizyki na chwile przestają działać. I za to właśnie piękno, za tą krainę, w którą nieświadomie mnie porwałeś, jestem i będę Ci dozgonnie wdzięczna.
Jeszcze parę lat
Jeszcze parę lat i będziemy kroczyć
Jak tafli wody niezmącony spokój
Jak wiosenne liście zatopione w snach
Jeszcze parę lat
I wrócimy.
(O ile jeszcze będzie wracać
Do czego.)
Znowu po północy
A więc znów tu jesteśmy, znowu po po północy. Znowu piszemy na szybko przy otwartych szeroko oczach, słaniając się ze zmęczenia. W chwilach takich jak ta pojawia się u mnie konsternacja, zupełnie jakby późne godziny nocne były jedyną właściwą porą zderzenia z rzeczywistością, chwilowego odzyskania zmysłów i rozciągnięcia się ze spokojem na zimnej posadzce prawdy. Czy zawsze było tak jak jest teraz? Kiedy to się zmieniło? Czy to dobrze? Czy to źle? Czy to, co spędza mi sen z powiek i przykuwa bezmyślnie do płaskiego ekranu, jest czymś poważnym?
Tracę czucie. A może to dorosłość?
Setki pytań, które za dnia udaje mi się zagłuszyć, odgłosy upadku dawnych ideałów odbijają się echem w mojej głowie. Kiedy przestały być ideałami, a stały się kolejną warstwą dobrze zakamuflowanej codzienności?
Dzień mija, a wraz z nim rozpływa się wizja mojego niedoszłego posłannictwa, utraconych namiętności i okrzyków zdumienia. Zwijam się w kłębek, usiłując odwrócić spojrzenie jeszcze jeden raz.
A potem zamykam oczy i pozwalam, aby kolejna zwykła noc zamieniła się w kolejny zwykły dzień, a kolejny zwykły dzień rozpłynął w ciąg takich samych, przesączonych pospolitością dni. Patrzę, jak otaczające mnie twarze zlewają się w jedną, beznamiętną twarz, godziny zamieniają w tygodnie a tygodnie w lata, obserwuję, jak tysiące miejsc i wspomnień przenika się nawzajem stając się nierozróżnialnymi. Z sufitu sączy się powoli szara mgła, a powieki opadają same. Czas na kilka godzin snu. Jutro trzeba będzie na chwilę wstać i nauczyć się biochemii, by później znów tylko śnić i śnić i śnić, aż do późnych godzin nocnych, aż znów będziemy pisać na szybko przy otwartych szeroko oczach, słaniając się ze zmęczenia.
Ciągle gra muzyka
Pociągnięcie pędzlem zakrzywiło rzeczywistość
Jeden ruch pomadą starczył, by zapomnieć.
Bo choć jutro stąd wyjedziesz
Pusta, pusta, pusta
Dzisiaj z luster spoglądają czarne oczy ptaka
Czas na teatr, czas na śpiew,
Najpiękniejsze z oszustw
Setki oczu par, dzisiaj jesteś gwiazdą
I choć jutro powrócimy każdy do swych piekieł
Teraz unoś się nad ziemią, roztańczony ptaku
Dzisiaj nic nie ważysz
Ciągle gra muzyka-