Oficjalnie wystartowałam z moim własnym, literackim projektem. Tak, piszę książkę! Żeby jednak nie błądzić po omacku w tym całym pisarskim świecie i nie uczyć się wyłącznie na własnych błędach, postanowiłam od razu skoczyć na głęboką wodę i skonsultować się z profesjonalnym redaktorem. I wiecie co? To była najlepsza decyzja, jaką mogłam podjąć na samym starcie.
Rozmowa była niesamowicie udana, a moja głowa dosłownie paruje teraz od wiedzy. Spodziewałam się suchej teorii, a dostałam masę genialnych wskazówek i drogowskazów, które totalnie zmieniły moje spojrzenie na cały ten proces. Redaktor od razu zwrócił mi uwagę na kilka kluczowych aspektów, o których wcześniej nawet nie pomyślałam.
Pierwsze zadanie domowe, jakie dostałam, to porządne poczytanie o typach narracji.
Okazuje się, że wybór tego, kto i jak opowiada naszą historię, to nie jest tylko rzut monetą. Dowiedziałam się na przykład, że pisanie w trzeciej osobie kryje w sobie wielką pułapkę, którą nazywa się headhoppingiem. Chodzi o takie bezwiedne skakanie z głowy jednego bohatera do głowy drugiego w obrębie tej samej sceny, co potrafi nieźle skołować czytelnika. Właśnie dlatego debiutantom bardzo mocno zaleca się narrację pierwszoosobową. Jest po prostu bezpieczniejsza na start, pozwala łatwiej okiełznać fabułę i mocniej związać odbiorcę z główną postacią.
Druga rzecz, która totalnie otworzyła mi oczy, to kwestia języka.
Redaktor uświadomił mi, jak ogromna przepaść dzieli język mówiony od pisanego. Każdy z nich rządzi się swoimi własnymi, nienaruszalnymi prawami. Kiedy rozmawiamy na co dzień, używamy skrótów myślowych, rzucamy niedopowiedzeniami i mamy specyficzny rytm. Przeniesienie tego jeden do jednego na papier to prosta droga do stylistycznego chaosu. Najważniejsza zasada, jaką sobie zapisałam wielkimi literami, to żeby tych dwóch światów ze sobą nie mieszać i pilnować porządku w tekście.
Wyszłam z tej konsultacji z ogromną dawką motywacji i poczuciem, że choć czeka mnie mnóstwo pracy, to dokładnie wiem, w którą stronę chcę iść. To dopiero początek mojej drogi, dlatego pomyślałam, że fajnie będzie przejść przez to razem z Wami. W kolejnych postach zamierzam rozłożyć każde z tych zagadnień na czynniki pierwsze. Opowiem Wam dokładniej o tych wszystkich haczykach i, co najważniejsze, pokażę, jak próbuję okiełznać je w moim własnym projekcie. Trzymajcie kciuki i do zobaczenia w kolejnym wpisie!