Komiks "Dusza Trębacza" wydany w ramach Poznańskiego Festiwalu Sztuki Komiksowej 2022.
hello vonnie
ojovivo

bliss lane
$LAYYYTER

if i look back, i am lost
I'd rather be in outer space 🛸
RMH
Interview Vampire Daily

Origami Around
🩵 avery cochrane 🩵
Monterey Bay Aquarium

shark vs the universe
🪼
d e v o n
Keni
No title available
TMBGareOK. The Official They Might Be Giants tumblr

tannertan36
almost home

Game Changer & Make Some Noise
seen from Saudi Arabia
seen from Ghana

seen from Australia
seen from Vietnam

seen from United States
seen from Saudi Arabia
seen from Brazil
seen from Colombia
seen from Colombia
seen from Türkiye

seen from Belgium
seen from Spain
seen from United States

seen from United States

seen from Norway

seen from United States
seen from Guyana
seen from Argentina
seen from Philippines

seen from United States
@ptaszekpowiedzialmize
Komiks "Dusza Trębacza" wydany w ramach Poznańskiego Festiwalu Sztuki Komiksowej 2022.
W podkoszulku pana na S. żyły pluskwy. Chodził z nimi do pracy, na zakupy, odprowadzał do szkoły dziecko, a raczej bratanka, sam na dłuższą metę akceptował tylko bardzo malutkie dzieci-pluskwiaczki. Był on w pełni świadom ich obecności, lubił, gdy wiły się cichutko, załatwiając swoje pluskwiacze sprawunki, obowiązki i powinności. Zadziwiające było, że obecność tej niesławnej społeczności żyjącej na jego osobistym bawełniaku, nie wiązała się nigdy z żadnymi bolesnymi dolegliwościami, nawet jedno małe ukłucie nie zawitało na skórze tego spokojnego człowieka. Żyli ze sobą w całkowitej symbiozie, tak jakby pan na S. zaprosił bociany na swój komin i pod ich nieobecność w sezonie zimowym dokonywał konserwacji gniazda – tyle że bez bocianów i bez nieobecności, ponieważ pluskwy były zawsze, odkąd pamiętał. Pomagać im też nie było trzeba, radziły sobie doskonale, żyjąc w swoim zorganizowanym plustroju. Niejedno ludzkie państwo musiałoby sporządzić kopkę notatek, żeby choć pomarzyć o dorównaniu do tego stopnia porządku i wszech-satysfakcji albo przynajmniej wesz-satysfakcji. Pewnego dnia jednak, jak to zwykle bywa w takich krótkich opowiadaniach, stało się coś niepokojącego. Pan na S. zamiast sennego uwijania, poczuł na swojej klatce piersiowej jakieś zamieszki – dlaczego, nie potrafił odpowiedzieć, ale gdy sytuacja powtórzyła się ze zdwojoną siłą uderzeniową wariackich pościgów, wysłał swoim lokatorom ostrzegawcze pstryknięcie gdzieś w okolicy kieszeni swojej wierzchniej koszuli. Kotłowanie nie ustępowało. Po raz pierwszy w życiu, a miał już lat ponad czterdzieści pięć, zmuszony był do awaryjnego zdjęcia swojego podkoszulka. Cisnął nim o ziemię, był przerażony, jego ulubione stworzenia zaczęły jakąś tajemniczą wojnę domową i nie miał na to żadnego wpływu. Pobiegł do piwnicy, miał tam, o ile go pamięć nie myliła, szkło powiększające – prawdziwą, sprawnie działającą lupę, przy pomocy której, gdyby tylko chciał, mógł wypalać na dywanie dziury. Nigdy tego nie robił, chociaż pomysł był kuszący. Prawda jest taka, że nigdy jej nawet nie dotknął prócz tego jednego jedynego razu, w którym odbierał ją od swojego wuja na obrzeżach miasta. Był wtedy w nastroju odkrywczym, nie utrzymało się to wprawdzie nawet do dnia następnego, ale teraz powróciło, musiał dowiedzieć się co się dzieje w Państwie Plusku… Potykając się o piwniczne schodki, buty pana na S. marszczyły się pospiesznymi grymasami, człowiek pędził na spotkanie z powiększeniem swojego zupełnie świeżego utrapienia, które wybiło cały jego tekstylno-pluskwiaczy porządek z szeregu codziennych przyporządkowań i ustaleń. W końcu szklane koło wyłoniło się zza drzwi zdobionych czaszką i przekreślonym na czerwono szczurem, drobinki światła wpadały do środka, budziły śpiącą od lat w pełni funkcjonalną soczewkę. Z salonu dało się słyszeć ciche bombardowanie, pluskawice biły z bawełnianego nieba, kogoś nie oszczędzały, ale kogo? Pan na S. kucnął ze swoim szklanym portalem nad nieszczęsnym podkoszulkiem – no, przyznawać się dzieciaki, kto robi rewoltę! Prawda nie zawsze jest aż tak bolesna, jak to sobie ludzki mózg projektuje – w tym przypadku było wpierw całkiem ciężko, ale należy wziąć pod uwagę wrażliwość, szczególnie że pan na S. nie był ani trochę przyzwyczajony do tego typu przygód. Czuł pod lewym szeregiem żeber kłucie od nagłego przypływu stresu, ale im dłużej nurkował okiem w szkle, tym bardziej to kłucie wybijało ekscytujący rytm. Wzrok – nieposłuszny pośrednik strachu – noszony wszelakim ruchem pośpiesznych pluskwiaczych nóżek, zatrzymał byłego gospodarza przy tym okrągłym oknie na długie minuty, godziny, dni. Okazało się, że niejaki ważniak i hulaka, znany pod pseudonimem „Baron Pluskwa” przegrał w plukerka z pewnym kontrowersyjnym parlamentarzystą, odmówił zapłacenia sporej sumki, dokładnie tysiąca czterystu osiemdziesięciu dwóch suchokrzepcy, licząc w oficjalnej walucie Państwa Plusku. „Baron” zniknął w końcu w tajemniczych okolicznościach, co wywołało zamieszki wśród pozostałej hulaszczej społeczności, ale nie tylko – zniknięcie powszechnie szanowanej pluskwy nie podobało się większości mieszkańcom. Pan na S. ledwo doczytał tę mikroskopijną informację w „Głosie Plusku”, skąd znał język, niestety nie pojmiemy tego w sposób logiczny, choć można by się spodziewać jakiegoś dziwnego wzajemnego przenikania się po tak długim czasie pokojowego współistnienia ze społecznością pluskiew. Po wywiedzeniu się co i jak, skonsternowanie pana na S. odbiło się w cichym chrząknięciu i pierdnięciu, pozycja gnąco-kucająca zrobiła co swoje. Mając na uwadze powagę sytuacji, próbował odnaleźć bardziej podejrzane miejsca – przetrzebił okiem wszystkie doliny zwojów podkoszulka, ale problem w tym, że wszystko wydawało mu się „śmierdzące”, wręcz dosłownie, ale bynajmniej nie trącące starą dobrą myszką pokoleniowego ładu. Czuł smród oleistego płynu imitującego gnijące maliny i kolendrę, to był znak, że po raz pierwszy do Państwa Plusku zawitał niepokój. Przy dziurze, niedaleko pachy – widniejącej na mapie jako „Krater Pożółkłego Plisu”, odbywało się zgromadzenie skandującego pluskiewskiego tłumu. „Baron powieszony na nitce, Baron powieszony na nitce” krzyczała pluskwa-gazeciarka, wywijając nad głową popołudniowym wydaniem. „Pluskandal!” huczał tłum, „Żądamy plusprawiedliwości!”. Panu na S. robiło się niedobrze, „Baron” rzeczywiście dyndał i nie dawał znaku życia. Co poniektórzy szaleńcy, chcąc ratować swojego idola, skakali w nadziei na dosięgnięcie wisielca. Spadali jeden za drugim, wprawdzie upadek nie był niebezpieczny, ponieważ tuż pod „Kraterem” znajdowały się „Plecy”... ale żadna mądra pluskwa w odmęty plecowe z własnej woli się nie wybierała. Czekała ich długa wędrówka przez tereny bagniste – spocony dwudziestopięcioletni, zakłaczony materiał był dla małych pluskiewek niby rajd piekielny. Już lepiej szybko o nich zapomnieć, skoro już poszli na dobrowolne stracenie, solidarnie z „Baronem”, honorowo... Właściciel nieszczęsnego bawełniaka nie miał już siły patrzeć na to przerażające widowisko, na to ironiczne zaprzeczenie wszystkiego co znał od tak wielu lat. W afekcie kopnął toto bieliźniane szataństwo z siłą, towarzyszącą jedynie stanom wielkiego zrezygnowania. Lichy materiał zniknął razem z kapciem w płomieniach kominka. Pluskwy piszczały, skwierczały, wstępowały do pociągu boginki Pyrofilki. „Baron”, gdyby mógł, śmiałby się. Pan na S. płakał. Tekst i ilustracja: Martyna Bolanowska :--)
“Wij” - Nikolaia Gogola Rozgogolona: Martyna Bolanowska
:/ Martyna Bolanowska
Author: Martyna Bolanowska
<3 author: Martyna Bolanowska
UBIK | Joe Chip ✏ Martyna Bolanowska
BERSERKER!!! Martyna Bolanowska
Martyna Bolanowska :p
A Caribbean Mystery
new Moomin’s adventures
after Bruno Schulz drawing by Martyna Bolanowska
after Bruno Schulz drawing by Martyna Bolanowska
drawing by Martyna Bolanowska
“Henry Darger has ended his job day and started creating page number 13184″
’I could have done so much when I was still young’