Czuj臋 si臋 strasznie samotna. Jak wtedy, gdy ci臋 nie by艂o, gdy nie wiedzia艂am czy w og贸le istniejesz, jak masz na imi臋 i czy cierpisz r贸wnie mocno jak ja.
Brakuje mi ciebie, gdy jeste艣 daleko. Jest mi ci臋偶ko, gdy z ci膮gle tym samym wyrazem twarzy musz臋 pracowa膰, parzy膰 porann膮 kaw臋 i rozmawia膰 z naszymi przyjaci贸艂mi.
Wszystko mi o tobie przypomina. Przerzucona przez fotel bluza, niewyniesiona butelka po miodowym piwie, druga poduszka.
Do 艣niadania siadam w towarzystwie pustego krzes艂a po drugiej stronie sto艂u. Nikt nie narzeka, 偶e od rana mam z艂y humor, nikt mi nie m贸wi" "wypij wreszcie t臋 kaw臋 i b膮d藕 normalna", nikt nie turla si臋 po 艂贸偶ku owini臋ty ciasno ko艂dr膮, nikt nie puka do drzwi 艂azienki, nikt nie wchodzi ze mn膮 pod prysznic i nie utrudnia wieczornej k膮pieli. Nie ma tu twoich r膮k wynurzaj膮cych si臋 z cichego p贸艂mroku, 艂api膮cych mnie mocno wp贸艂 i trzymaj膮cych, p贸ki nie przestan臋 si臋 wyrywa膰. Nie ma tu twoich k膮艣liwych ust i wypadaj膮cych z nich uszczypliwo艣ci, nie mam z kim dzieli膰 si臋 spostrze偶eniami, nie mam komu powiedzie膰, 偶e ledwo prze偶y艂am dzisiejszy dzie艅, 偶e chcia艂am dzi艣 umrze膰, 偶e sta艂am na mo艣cie i by艂am pewna, 偶e skocz臋.
W tym tygodniu wiosna przysz艂a z ca艂膮 swoj膮 moc膮, rozkwit艂y kwiaty, zazieleni艂y si臋 li艣cie. Sikorki za oknem ca艂kiem oszala艂y.
Nie ma ciebie, twojego u艣miechu, ciep艂a twojego cia艂a. Jeste艣 coraz dalej, stajesz si臋 coraz bardziej obcy.
Czy zdajesz sobie spraw臋, 偶e gdy pewnego dnia wr贸cisz i staniesz w progu naszego domu, mog臋 ci臋 nie rozpozna膰?