I znów ten chujowy stan.
Myśli, że nie jestem nikomu potrzebna.
W głowie tylko uczucie, że lepiej będzie beze mnie.
Natłok złych myśli wykańcza doszczętnie.
Chyba uszedł ze mnie duch, bo czuję się na wpół martwa.
Chęć zakończenia swego żywota jest coraz większa.
Coraz mniej wychodzenia z osobami dla mnie ważnymi, bo depresja idzie górą.
Udaje szczęśliwą, a tak naprawdę walczę sama ze sobą, by nie odejść z tego świata.
Już nie mam siły z tym walczyć.
Takie życie bardziej męczy, niż daje szczęście.















