Priscilla & Ivo
140118
– To była długa noc, czyż nie? – Czuję dotyk jej szczupłych palców na swoim ramieniu, kiedy podchodzi do mnie i oplata je swoimi rękami.
Wydają się wiotkie, jak ręce każdej kobiety, a jednak jest w nich coś innego. Stalowa pewność, nieznosząca sprzeciwu. Kiedy spoglądam na jej twarz, widzę, że na czerwonych, pełnych ustach maluje się wręcz niewinny uśmiech, ale nie potrafię go odwzajemnić. Przeszywa mnie zimnem, wzbudza niepewność. Kimże jest ta kobieta, że wyglądając jak niewinne kocię wzbudza lęk w kimś takim jak ja? W mężczyźnie pozbawionym skrupułów, w mordercy, bezmyślnej maszynie do zabijania.
– Tak – odpowiadam w końcu, powoli kiwając głową, a potem strzepuję popiół z papierosa na śnieg. – Była długa. Ale chyba bawiła się pani dobrze?
– Owszem. Chociaż wydawało mi się, że nie chciał pan ze mną rozmawiać. Chyba mnie pan unika – mówi powoli, mieszając francuski akcent do płynnego niemieckiego, którym się posługuje, a jej głos brzmi jak aksamit, najdelikatniejszy i gładki.
– To prawda.
Spoglądam na nią. Jest zaskoczona. Tę doskonale wyważoną, wyrachowaną buźkę rozjaśnia nieco wyraz szczerego zaskoczenia i zainteresowania. Nie spodziewała się, iż tak po prostu przyznam jej rację. Mruga długimi rzęsami, a usta, do tej pory wygięte w uprzejmym uśmiechu układają się w malutką literkę „o”.
– Unikam tego, czego nie potrafię pojąć. Tak jest łatwiej.
– Jestem niepojęta? – Czuję jak zaczyna się bawić złotym guzikiem mojego munduru.
– Przeraża mnie pani. Jest w pani coś nieludzkiego – odpowiadam dość ostro, wyswobadzając ramię z jej uścisku i odsuwam się, obserwując jak dziesiątki emocji prześlizgują się kolejno po jej twarzy.
– Kto to mówi – cedzi, mrużąc oczy.
– Bardziej niż we mnie. Ponad ludzkie pojęcie. – Kłaniam jej się, nie dając jej już możliwości kontynuowania tej rozmowy i wracam do ciepłego wnętrza, w którym zwalniające przyjęcie odcina mnie od jej spojrzenia.







