Gryps polecony priorytetowy
Uznałem, że 27 marca będzie w tym roku dniem, w którym skupię się na rzeczy prostej, ale bez dwóch zdań wielkiej. Przy tym zależy mi, aby obyło się bez ceregieli i banałów. To akurat pewnie nie wyjdzie, ale proszę mieć świadomość, że próbowałem. Bo dzisiaj chciałbym podziękować.
Od trzech lat w ciszy obserwuję, jak szklana trafia do coraz to większego grona odbiorców. Wiecie, tamten osiemnastolatek raczej nie przypuszczał, że to wszystko potoczy się w ten sposób. Że czarno-białe wykreślanki popłyną dalej. W momencie pisania tego tekstu jest Was ponad pięć tysięcy. Lajkujecie, reblogujecie, komentujecie, wysyłacie do mnie wiadomości. Rozmawiamy. Milczymy. Patrzycie na to, co robię. Patrzycie na mnie. I, tak myślę, umiecie dostrzec w szklanej coś, czego ona swoimi niemrugającymi oczami może w sobie nie widzieć.
Może jeździmy jednym tramwajem, a kanar, który sprawdza Wasz bilet, sprawdza też ten mój. Niewykluczone, że zamawiamy to samo w tych samych kawiarniach. I że widok z okna mamy do bólu jednakowy. A jak chcemy uciec, to uciekamy w podobnym kierunku. Robimy to wszystko, niby się nie znając. Ale są wśród Was także ludzie, z którymi dane jest mi pijać najwymyślniejsze i najbardziej przegadane herbaty; osoby wekujące dla mnie kulinarne cuda; dobre dusze, które starają się ratować moją godność podczas spotkań towarzyskich; siostrzane byty, z którymi zrzucam się na czynsz; kamraci i niekamraci. Może szklaną odwiedzają też ci, których całowałem lub będę całować. I ci, którzy odeszli, ale tylko teoretycznie. Chciałbym Wam wszystkim podziękować za to, że tutaj ze mną jesteście.
Gdybym kiedyś stąd zniknął, brakowałoby mi Was. Jednak na tę chwilę nigdzie się nie wybieram. Niespiesznie popijam napar z pokrzywy, kierując swoje myśli do osób i miejsc, które, w przeciwieństwie do szklanej, faktycznie wypada opuścić.