AHKJ Week: Day 6 - Memories, Happy Anniversary! ~~ ^^
School times! (Story below)
- Wasza Wysokość! Przed tobą kolejny, pracowity dzień! Mamy wiele zaległości po weekendzie. - Moris pełen werwy przekroczył próg sali tronowej. - Proponuję zacząć od skarg poddanych… - doradca przerwał natychmiast widząc, że władca wcale go nie słucha, zajęty był wertowaniem jakiejś książki, a wzrok miał w pełni skupiony na swoim zajęciu.
- Julianie! - kontynuował Moris. - Czyżbyś znowu nabył lekturę od doktora S? - zapytał niepewnie, pamiętając co wydarzyło się, gdy ostatni razem sięgną po jedną z encyklopedii medycznych.
- Moris! - król nagle oprzytomniał. - Spójrz tylko co znajdowało się pod królewskim łożem! - jednym skokiem znalazł się obok przyjaciela, dzieląc się z nim swoim znaleziskiem.
Moris rzucił okiem z pewną rezerwą. Pod łóżkiem Juliana ożna było znaleźć rzeczy, o których się nawet nie śniło pospolitym poddanym. Jednak szybko odetchnął z ulgą.
- To twój stary albu, jeszcze z czasów szkoły. - stwierdził spokojnie.
- No właśnie! - krzyknął uradowany władca. - Przypominają mi czasy o których już prawie zapomniałem, że kiedykolwiek istniały! -
- Julianie, to wcale nie było tak dawno! - zauważył Moris.
- Tylko zobacz! - król wskazał na pierwsze zdjęcie w albumie. - To dzień w którym poznałem Zuzkę! Siedzieliśmy w jednej ławce!
Moris przyjrzał się dobrze fotografii. - Czy to nie Karol jest na zdjęciu? Ta z tyłu...
Julian w odpowiedzi zmarszczył nos.
- Zaiste! Chodziliśmy razem do szkoły! Nawet do jednej klasy! Zdążyłem wydrzeć z pamięci ten niuans!
- oże gdybyś wtedy lepiej go traktował, to dzisiaj byłoby to całkiem miłe wspomnienie. - zauważył z pewnym przekąsem doradca.
Julian zignorował go wertując dalej. - Tutaj Horst zapoznał mnie z Tedem! - krzyknął radośnie po czym porozumiewawczo szturchnął Morisa łokciem. - To my potem sfataliśmy go z Dorotką. A on wciąż jest przekonany, że ich spotkania były przypadkowe.
- Jeśli mnie pamięć nie zawodzi, Dorotka z Tedem znają się od dziecka. Nie sądzę, by wasza ingerencja w jakikolwiek sposób wpłynęła na ich relację. - zauważył Moris przewracając kolejną stronę. - Za to z pewnością wasze ciągłe imprezowanie znacząco wpłynęło na uzależnienie Horsta od słomek.
- O czy ty, u licha mówisz? - oburzył się władca. - To Rob jako pierwszy poczęstował Horsta napojem ze słomką! Popatrz, to nasza pierwsza wspólna impreza. Na niej opracowaliśmy z Robem McToddem nasz powitalny taniec. - w głosie władcy dało się słyszeć wyraźne przejęcie, za to Moris spochmurniał.
- Od tego momentu nic już nie było takie jak dawniej. - zauważył doradca.
- Dlaczego stale tylko wszystko krytykujesz? - nie wytrzymał w końcu Julian.
- To nie tak! - zawstydził się Moris. - Byłeś wtedy jeszcze taki młody. To normalne by popełniać w tym wieku błędy... Hej! - szybko wskazał kolejne zdjęcie. - Czy to nie Pancho i Andy?
- Hmm... rzeczywiście! - Julian jakby natychmiast puścił w niepamięć całą sytuację. - Ten dziwaczny latający szczur o nosie świni, faktycznie chodził z nami do szkoły. Nigdy nie poświęcałem zbyt dużej uwagi takim dziwakom, więc nie jestem zaskoczony...
- To zabawne... - wszedł mu w słowo Moris, który rzadko przerywał wychowankowi. - ale gdy tak na siebie patrzą, dał bym głowę, że łączy ich coś szczególnego.
- To, że Pancho ma słabość do Andiego, powszechnie wiadomo. Też mi wielkie spostrzeżenie!
- Aż trudno uwierzyć, że jeszcze wczoraj byliście nastolatkami, którym w gowach były tylko harce! A dzisiaj? Dzisiaj jesteście porządnymi obywatelami lemurzej społeczności. - powiedział z dumą Moris. - Te zdjęcia są czystym dowodem twojej zmiany i dojrzałości.
Julian zamyślił się, po czym zaczął prężnie wertować album. Doradca spojrzał na niego z niemałym zaskoczeniem.
- Dlaczego na żadnym zdjęciu nie ma ciebie? - zapytał w końcu władcza, gdy bezowocnie przewertował cały album.
Moris wyraźnie się zaniepokoił.
- Wiesz... to album z czasów szkolnych! Na zdjęciach są twoi przyjaciele.
- No właśnie, jak mogło więc zabraknąć na nich ciebie?? - władca objął go serdecznie.
- Dziękuję za słowa uznania, Wasza Wysokość. - uśmiechnął się doradca. - Ale jako guwernant pomagałem ci jedynie w nauce w domu. W szkole musiałeś liczyć na swoich rówieśników. - wyjaśnił szybko.
- Mądrze prawisz, ale czuję pewien brak, gdy cię tu nie ma. - zatroskał się Julian.
- Nie ma tu także Morta i Jagody! - zauważył Moris. - I ważnym stopniu nie sprawia to, że tracą jako przyjaciele w twoich oczach. Widzisz? To nie takie ważne. - zakończył machnięciem ręki.
- Ich poznałem dużo później. Mort skończył szkołę dużo wcześniej, a Jagoda pobierała edukację na prowincji. - wyjaśnił władca. - Nie mogliśmy się spotkać. A po za tym, czym jest moja relacja z Jagodą i Mortem przy naszej?? - obdarzył go ciepłym spojrzeniem. - Nie można jej porównać, bo... - Julian zawahał się, Moris spojrzał na niego wyczekująco, ciekaw jego argumentu. -.. bo po prostu jesteś dla mnie bardzo ważny. - wykrztusił z siebie w końcu lemur.
Palczak zaczerwienił się i natychmiast odwrócił wzrok. Myśl o prawdziwej przyczynie jego braku w albumie wprawiała go w zakłopotanie i zażenowanie. Ale wyznał w końcu:
- Julianie, bez względu na to, co kiedykolwiek powiem lub kiedykolwiek się stanie, wiedz, że ty też jesteś i zawsze byłeś dla mnie bardzo ważny.
All Hail King Julien Week is now an official fandom event, partnered with the Madagascar Wiki. Everyone is welcome to participate in the celebration of the 5 year anniversary of this great show! There is a theme for each day and you can make any type of fan content and interpret them as you choose.
These are the official themes for each day!
Day 1 (Friday, December 13) : Party
Day 2 (Saturday, December 14): Family
Day 3 (Sunday, December 15): Villains
Day 4 (Monday, December 16): Weirdness
Day 5 (Tuesday, December 17): Romance
Day 6 (Wednesday, December 18): Memories
Day 7 (Thursday, December 19): Free Day
On the Free Day, which is the actual 5 year anniversary, feel free to post whatever AHKJ content you want!
Use the tags #ahkjweek2019, #ahkjweek, or #allhailkingjulienweek to get your posts reblogged here during the event!
Podczas zbiorów w królestwie zawsze panował chaos i nieład. Wszyscy się krzątali, a każdy zakątek pełen był pracujących lemurów i nikt się nie ociągał. Pracowały nawet dzieci, choć tym przydzielane był oczywiście lżejsze obowiązki. Wrzawa i gwar wypełniały dżungle, a w tym bałaganie z łatwością można by przeoczyć niebezpieczeństwo. Właśnie dlatego podczas zbiorów i Jagoda ręce pełne miała roboty. Nie tylko wypatrywała skradających się w gęstwinie fos, ale także upominała obijające się lemury. Spiżarnia musiała zostać zapełniona. Nie było czasu na marudzenie i ociąganie. Zbiory zajmowały kilka dni, a każdy owocny dzień podsumowywała impreza, na którą pomimo zmęczenia czekały wszystkie lemury., jednak najpierw musiały sobie na nią zasłużyć. Dlatego wszyscy pracowali bardzo ciężko i reprymendy z ust Jagody właściwie nie były im potrzebne. A pomimo, że praca była ciężka można było odnieść wrażenie, że lemury świetnie się przy niej bawią. Z resztą zabawa od zawsze leżała w ich naturze. Wspólna praca umacniała też więzi między pracującymi i dobrze wpływała na ich relację. Jagoda z dala obserwowała wesołe pogawędki, gdy przechadzała się po królestwie. Pełniła służbie, a jej zadanie wymagało skupienia, dlatego więc wszystkie lemury starały się ją ignorować. I chociaż Jagoda wiedziała, że dobro królestwa warte jest ponad wszystko to w głębi duszy z pewną tęsknotą spoglądała na mieszaną grupę lemurów, które śmiały się głośno i podawały sobie kosze pełne mango i innych owoców. Nagle usłyszała głos Żanetki:
- Dobrze moi drodzy! Czas na przerwę. Idźcie się odświeżyć i coś zjeść. Za kwadrans wracamy do pracy.
Wszystkie lemury ochoczo odstawiły kosze, zeskoczyły z drzewa i w swoim towarzystwie pomknęły do wodopoju, mijając zaskoczoną Jagodę. Oczywiście nie zarządzenie przerwy wprawiło ją w zdumienie, lecz widok Żanety dzierżącej tak odpowiedzialne stanowisko jakim jest przewodzenie jednej z grup pracujących lemurów. Z podejrzliwością rzuciła okiem na lemurzycę, któa przechadzała się między koszami. Dotąd poznała ją tylko z jednej strony i to właśnie nakazywało jej trzymać rękę na pulsie. Żaneta była spokojna i nie wyglądało na to by coś kombinowała, jednak Jagoda nie miała zamiaru usypiać swej czujności. A ta dziwna sytuacja zdecydowanie wymagała sprawdzenia. Z typowym dla siebie chłodnym i niewzruszonym obliczem podeszła do niczego nie spodziewającej się lemurzycy, która nie mało zdziwiona była jej wizytą, zwłaszcza, że dotąd ich spotkania nie miewały łagodnego przebiegu.
- Jagoda? - Żaneta nie ukrywała zdziwienia. - A co ty tu robisz? Sądziłam, że patrolujesz teren podczas zbiorów.
- I tu się nie pomyliłaś. - odpowiedziała sztywno Jagoda. - Wiem co kombinujecie. Nie ma opcji bym pozwoliła wam wprowadzić zamęt i rewoltę podczas tak ważnych dla królestwa dni.
- O, więc o to chodzi? - Żaneta uśmiechnęła się wyraźnie uspokojona. - Zwykel dniami i nocami opracowujemy plano wyzwolenia lemurów spod rządów i tyrani ówczesnego władcy, ale dziś Król Julian mianował mnie przywódczynią grupy robotniczej, więc... tymczasowo zawieszamy broń. - Żaneta chwyciła jeden z koszy, a jego zawartość wysypała na sporą już stertę mango.
- I mam uwierzyć w to, że absolutnie niczego nie kombinujecie? Błagam! - Jagoda zadrwiła. - Gdzie twój partner w knowaniach?
- Rysiu dowodzi grupą po drugiej stronie królestwa. Spełnia swoje obowiązki.
Jagoda nie darzyła Żanety zaufaniem, jednak nic nie wskazywało na to by kłamała. Niezbyt przemyślane, a wręcz lekkomyślne decyzje były dość typowe dla Juliana, stąd prawdopodobieństwo decyzja o mianowaniu tych dwojga przywódcami grupy pracowniczej, wcale nie zdawało się strażniczce niemożliwe. Byłoby jednak dużo bezpieczniej i łatwiej, gdyby wcześniej konsultował z nią takie decyzje. Nie wyczuwając żadnego zagrożenia Jagoda odwróciła się, żeby odejść.
- Zaczekaj, moja droga! Dokąd ci tak śpieszno? - zatrzymała ją Żaneta.
- Muszę nadzorować królestwo. Ale nie myślę, że spuszczę cię z oczu! Nie radzę niczego kombinować! - ostrzegła ją Jagoda.
- Może jednak zostaniesz? - zachęcała ją przywódczyni. - Przerwy są straszliwie nudne. A poza tym miło było w końcu zamienić z kimś parę słów. -
Jagoda nie spodziewała się podobnego wyznania. Zwłaszcza, że dokładnie to samo poczuła rozmawiając z Żanetą.
- Sądziłam, że świetnie bawisz się wraz ze swoją grupą.Wszyscy wydawali si bardzo szczęśliwi. - Starała się zabrzmieć obojętnie, ale Żaneta machnęła jedynie ręką. w odpowiedzi.
- Oni wciąż są jeszcze bardzo młodzi. To dzieciaki. Niczego nie traktują poważnie. - zaśmiała się.
Jagoda pokiwała tylko głową. Nie pamiętała by kiedykolwiek była równie beztroska co oni. Zawsze cechowała ją rozwaga, powaga i poczucie odpowiedzialności, nie tylko jako strażniczkę.
- Siadaj, moja droga. - Żaneta niemal siłą usadziła ją na krześle. - Napij się herbaty. Cały dzień jesteś na nogach. - podsunęła jej filiżankę. Jednak jej towarzyszka nieco się zmieszała. Dotąd ich relacje nie były szczególnie oziębłe, jednak daleko im było do idealnych ze względu na wieczne knowania pary.
- Dlaczego jesteś dla mnie taka miła? Po tych wszystkich latach...? - stwierdzenie “lata” było niewątpliwie przesadzone. Ale nie trudno było zauważyć, że monotonia w którą popadła Jagoda dosyć skutecznie zaburzała jej postrzeganie czasu.
- Jagoda, czyżbyś zapomniała? Ponad to ,że mieszkamy w jednym królestwie, jesteśmy jedną wielką rodziną. - ton Żanety ciężki był do rozgryzienia.
- Prawie zapomniałam. - Przyznała ze wstydem Jagoda. - Mało czasu spędzam z innymi lemurami. Gdy one się bawią, ja troszczę się o och bezpieczeństwo. Takie moje zadanie.
- Twoja praca tak cię pochłonęła. że zupełnie zapomniałaś, że dla rodziny oprócz poczucia bezpieczeństwa liczy się również wspólnie spędzony czas. - Żaneta podsumowała złośliwie.
Jagoda zupełnie nie miała ochoty wysłuchiwać morałów z ust lemurzycy. Faktem było, że brak bliskich do zwierzenia osób bardzo jej ciążył. Oczywiście cieszyła się z towarzystwa Juliana, Morisa, a nawet Morta, ale... to nie to samo co damskie towarzystwo. Upiła duży łyk herbaty, by jak najszybciej zakończyć to spotkanie, gdy niemal natychmiast obruszyła się czując jej smak w ustach.
- Co to takiego? - zapytała poruszona.
- Herbata ziołowa z dodatkiem miechunki. Nie smakuje ci? - zdziwiła się Żaneta.
Jagoda nie mogła wprost uwierzyć własnym zmysłom. Identycznie smakowała herbata, którą piła z siostrą, gdy odwiedzały babcie Różę.
- To smak mojego dzieciństwa. - Jagoda uśmiechnęła się mimo woli.
- Nie tylko twojego. Ten przepis jest w mojej rodzinie już od wielu pokoleń. - Żaneta upiła łyk z filiżanki. - Moja babcia częstowała tą herbatą wszystkich swoich przyjaciół.
- Czy to znaczy, że ... - wojowniczka zawahała się. - Nasze babcie się znały?
- To przecież nie wykluczone. Mówiłam ci już, że wszystkie lemury są jak rodzina. - Serdecznie przypomniała jej rozmówczyni. - Moja babcia mnie wychowywała, więc pamiętam wszystkich, którzy ją odwiedzali. Opowiedz mi o swojej. Może coś mi zaświta. - puściła do niej oczko.