Przeczytaliście ostatnio coś co Was rozczarowało, a w stosunku do czego mieliście ogromne oczekiwania?
Ja tak.
Od kwietnia odkładałam tę lekturę i oczekiwania coraz bardziej rosły. Spodziewałam się fajnego steampunku, angażującej fabuły i niebanalnych rozwiązań, a dostałam tandetę. Jeszcze nie skończyłam, więc resztę pewnie skończę opisywać w komentarzu, ale dotychczasowe wnioski są następujące:
1. "Mechaniczne pająki" z łatwością czerpią z utartych schematów: majordomus/kamerdyner jako przyjaciel i pomocnik. Pomińmy fakt, że nie rozumiem, dlaczego w XIX w. dorosły mężczyzna, nawet jeśli należał do służby w danym domu, miał prawo wstępu do sypialni siedemnastoletniej panny nad ranem... A była taka scena.
2. Bohaterowie to po prostu pionki, mające odegrać swoje role. Żadnych osobowości. Mają może jedną, dwie cechy charakteru, jeśli akurat autorka była hojna... Nie da się do nich czuć żadnych emocji. Ja ich nawet nie lubić nie potrafię! Poza tym Violet jest taką sztampową postacią...I udaje Nancy Drew.
3. Brak logiki świata przedstawionego. Agentka Secret Service jest rozpoznawalna, wszyscy doskonale wiedzą czym się zajmuje. To tyle z dyskrecji.
Violet ma laboratorium w zupełnie odległej od jej rezydencji dzielnicy, gdzie prawie co noc wymyka się z Alfredem (jej kamerdynerem). I, zgadnijcie co, nikt nigdy nie zauważył ich zniknięć!
Wynalazki to worek bez dna nieprzemyślanych dobrych chęci. Nikt nam nie wyjaśnia na jakiej zasadzie coś mogłoby działać. Dlaczego z wynalazku Tesli się kpi? Czemu mechanika wygrała? Od czego się zaczęło?
W ogóle wisienką na torcie jest zegarek ręczny na parę. Yhyym. Chociaż... Walczy o tytuł z artystką cyrkową, której operacyjnie doszyto macki ośmiornicy zamiast nóg, gdyż urodziła się bez nich. Po pierwsze: jakim cudem to zrobili tak, że zadziałało? Po drugie: naprawdę (NAPRAWDĘ?) nie było mniej problematycznych zwierząt?
3. Błędy językowe.