Raj na ziemi dolnośląskiej
W miniony weekend sporo się działo.
Po pierwsze - w konfiguracji 2+1 (Team Desperados i rekrut Kuba) trenowaliśmy jazdę w szyku oraz komunikowanie się znakami ręcznymi :) Przy tej okazji udało mu się przejechać, w jednym ciągu z niewielką przerwą na herbatę i czekoladę, całkiem niezły dystans (40 km!). Byliśmy z niego naprawdę dumni. On sam też chyba był zadowolony, aczkolwiek nie zdążył nam o tym powiedzieć, bo padł, jak koń po westernie i spał ponad 5 godzin :) Co dobrze rokuje na “wolne” wakacyjne wieczory ;) A my ze swej strony polecamy pętelkę 50 km - bardzo przyjemna trasa z piękną drogą przez las:
No, można ewentualnie pominąć to “rondo” na wysokości Chrząstawy, które wynika z oczywistego już, małego zagubienia się :P
Po drugie - Desperados dołączył do Cycling365, co oznacza, że kręcimy dla Wrocławia - pomagając w ten sposób promowanie poruszania się na dwóch, zamiast czterech, kółkach :) Wrocław zajmuje drugie miejsce w rywalizacji kilkudziesięciu miast europejskich. Wyprzedza nas jedynie Gdynia. Zachęcamy do dołączenia do programu! (http://www.cyclingchallenge.eu/pl/)
Po trzecie, chyba dla nas najważniejsze (a przynajmniej najbardziej ekscytujące :) ) - odkurzyliśmy nasze kolarzówki, zwane również “Felkami”! A gdy tylko poczuliśmy je między nogami, cieszyliśmy się jak dzieci :) Boże, jak cudownie było znów poczuć ten wiatr we włosach oraz pieczenie łyd i czwórek! :) Jak pięknie gnać i mieć kilkadziesiąt km/h na liczniku! I nawet prawie mi się podobały podjazdy! A cudownych widoków w drodze z Bielawy do Wojsławic (i z powrotem) nie zagłuszył :) nawet wicher, który wiał nam w twarz tak mocno (w drodze powrotnej), że nie dało się zjeżdżać nawet po “premiach górskich” :) W dodatku posłużyły nam one za środek lokomocji, czyli szosówka też może być użytkowa :P Co prawda musieliśmy załatwić sobie prywatnego stróża, który pilnował ich na parkingu (dziękujemy!), ale czego się nie robi dla... kilku chwil w raju? :) Odwiedziliśmy bowiem Arboretum. Nie będziemy więcej pisać, sami popatrzcie!
Aż oczy bolą od ferii tak żywych i kontrastowych kolorów:
Przechadzając się po meandrach różnorodnie zaaranżowanych ścieżek,
czuliśmy się, jakbyśmy spacerowali po tęczy:
Tysiące gatunków azalii w różnych odmianach kolorystycznych:
Monumentalne i malutkie, egzotyczne i rodzime drzewa. Iglaste:
Szczególnie spodobał nam się klon zielonokory:
Wszystko skąpane w słońcu, które przepięknie eksponowało barwy roślin. Dużych:
Wśród tego bogactwa kolorów na naszą uwagę zasłużył :) CZARNY konwalnik płaskopędowy:
A nie umknęła jej również, pomimo swoich zwinnych ruchów, jaszczurka zwinka :)
nie zdołały ukryć swoich mieszkańców:
Na pewno trzeba odwiedzić to miejsce za jakiś czas, kiedy zakwitną lilie!