Jeżeli nie kojarzysz Dave’a Brooma, kliknij w podświetlenie. Skoro temat autora mamy za sobą przejdźmy do meritum – książka świeżynka - informacja na Amazonie wskazuje datę wydania na 5. października 2017.
Jak się domyślacie po kluczowym słowie „droga”, wiejącym orientem, chodzi o Japonię – piątą potęgę whisky na świecie. Książka napisana średnio-trudną angielszczyzną, z powiedzmy, lekką dozą szkockich wstawek, jeszcze lżejszą szczyptą enigmatycznych sarkazmów i poezji, natomiast najeżona japońską terminologią. Bezproblemowo do łyknięcia przez standardowego użytkownika angielszczyzny z kraju nad Wisłą, chociaż jeśli nie jesteś ekspertem od „dżapanii” dobrze mieć wikipedię odpaloną pod ręką by sprawdzić czym jest rjokan, shibu czy izakaya. To jest moim zdaniem akurat plus książki bo Broom dosyć przystępnie i niepostrzeżenie wprowadza nas w świat kultury zupełnie odmiennej od naszej, nie mniej ukazanej oczami Anglosasa z krwi i kości. Spis treści nastręcza nam wizję poukładanej i systematycznej relacji z poszczególnych gorzelni jak ze sprawozdania wywiadu wojskowego, zaskakująco, książka napisana jest jednak jako nieomal luźny - przegadany reportaż, z licznymi eseistycznymi w swym charakterze dygresjami, w postaci „pigułek”. To o herbacie, to o papierze, kuciu cynowych dzbanków czy innych typowo japońskich swoistościach. Jakkolwiek tam gdzie trzeba Dave podkręca autofocus i opisuje procesy dosyć rzetelnie, i jeśli nie bardzo kojarzysz jak przebiega droga od żniw po butelkę będzie ci trudno nadążyć. Dave podróżuje wraz z najętym fotografem po poszczególnych gorzelniach i ciągnie za język master blenderów, stillmanów czy nawet właścicieli jak w przypadku Chichibu. Jak zasugerowałem powyżej, wersja papierowa okraszona jest pięknymi fotografiami Kohei Take, w mojej elektronicznej formie mniej powalającymi, ale cóż, wzdlędy praktyczne wzięły górę. Poszczególne relacje z lokacji okraszone są opisami samej podróży, zjawiskowych miejsc przyrodniczych mijanych po drodze czy zwyczajów - ot japońskie terroir. Smakowitymi kąskami dla czytelnika będą jednak wiadomości z historii japońskiej whisky (nieomal stu letniej jakby się kto pytał), dosyć dramatycznego przebiegu wzlotów i upadków przemysłu gorzelniczego ostatnich 35 lat i wszystkich uwarunkowań społeczno – polityczno- ekonomicznych, składających się na obraz dzisiejszej japońskiej uisge beatha w swych wielu odsłonach tak znajomych, a tak odmiennych jednocześnie. Mam na myśli kompletnie inne podejście do zarówno blended whisky, pure maltów a także highendowych singli, które wynikają zarówno z odmiennej filozofii, struktury biznesowej (kilka dużych koncernów i orbitujące małe gorzelnie, oraz ich wzajemne współoddziaływania), czy modelu konsumpcji alkoholu w Japonii ogólnie. Dave nie zapomniał o kilku krótkich wzmiankach o japońskich „missed distilleries”, a także prospektach branży na przyszłość.
W dwóch słowach kawał dobrej roboty, może nie najpiękniejszy język jaki można sobie wyobrazić, ale warsztat reporterski i profesjonalizm wzbudzają podziw - gorąco polecam.