Zjedzone: ? kcal
Spalone: 520 kcal
Bilans: ?
Przespane: 40 min
No więc no. Nie próbuję nawet udawać elokwentnej, bo zdrzemnęłam się, zamiast spać. Pół pełnego cyklu snu to nie sen. To drzemka. Zazwyczaj po znikomej ilości snu albo czuję się jak naćpana (po odpowiedniej dawce cukru i kofeiny) albo zaczynam zwracać uwagę na dziwne rzeczy. Dzisiaj cały czas miałam wrażenie, że mówię jakoś inaczej, jakbym występowała na scenie albo była komikiem. Czyli w dużym skrócie, mówiłam wszystko gawędziarskim tonem, a powiedziawszy coś pseudo-zabawnego wprowadzałam generalną pauzę w oczekiwaniu na śmiech z publiczności. Okazało się, że nie wszyscy słyszą prąd i że światła w mojej lodówce są rozmieszczone po bokach, a nie na suficie.
Kalorii nie liczyłam, bo pierwsze śniadanie zjadłam jeszcze zanim wzeszło słońce, a nie chciałam czuć się dziwnie z tak jakby dwudniowym bilansem. (Czy to, co piszę ma jakikolwiek sens? W mojej głowie, tak. Przepraszam, jestem zmęczona T^T).
Spalone kalorie to głównie stanie przy garach. Tak, poszłam pomóc babci po czterdziestominutowej drzemce. Przez większość czasu byłam uzbrojona w nóż, przez jakiś czas w tłuczek do mięsa. To było ryzykowne, bo w takim stanie jestem nieobliczalna.
Dostałam słonecznika. Kocham słoneczniki 🌻















