
seen from Egypt
seen from Indonesia
seen from India
seen from Poland
seen from Spain

seen from Egypt

seen from United Kingdom

seen from Spain
seen from Brazil
seen from China

seen from Egypt

seen from United States
seen from Türkiye

seen from Israel
seen from Spain

seen from Norway
seen from Australia
seen from United States
seen from Netherlands
seen from Spain
Today in my city we protested. I'm very proud that people come together to show solidarity to Polish women!
Małe decyzje podejmowane każdego dnia decydują o końcowym wyniku. Każda mała wygrana - powiedzenie sobie "nie", gdy coś jest zbędne i powiedzenie "tak", gdy warto, przybliża mnie do sukcesu.
xWitchell
“Bądź dumna ze swego bólu. Jesteś silniejsza od tych, którzy go nie zaznali.”
“Jestem z siebie dumna, że potrafię tak świetnie ukryć, że ze mną wszystko w porządku.”
Nie zrobiłam sobie nadzieji pierwszy raz. Czuje się jak by to był tylko mój kolejny sen w którym znów byłam piękna, kochana, seksowna i coś warta. Jestem z siebie dumna.
L.K.
Nowe życie
Była zmęczona życiem. Ciężar problemów ją z każdym dniem coraz bardziej osłabiał. Mówiła sobie, że da radę. Pielęgnowała iskierkę nadziei, wierzyła,że pewnego dnia zła passa się skończy, że jej los sie odmieni. Zmartwień jej przybywało, prawie nigdy nic nie ubywało. Kropelka po kropelce jej dusza napełniała się goryczą a z każdą kroplą tej trucizny chciała coraz to bardziej wzmocnić swoją iskierkę. Im stawała się słabsza,tym udawała silniejszą aż ta maska stała się jej codziennością. W dzień pełna życia dziewczyna, z uśmiechem zawsze przyklejonym do twarzy. W dzień musiała swoje mroczne demony kamuflować pod ubraniem, makijażem i dobrym humorem. Tylko w nocy mogła je odkryć, wypuścić na wolność. W nocy stawała się zupełnie inną osobą. Oczy opuchnięte od płaczu, szeroko otwarte z bijącą od nich bezsilnością. Na jej ciele były czerwone kreski i stare blizny. Bezsenność trzymała ją w swoich szponach a ona tylko leżała i obojętnym wzrokiem patrzyła się w sufit. Jak w transie powtarzała w myślach to samo pytanie, na które nie potrafiła znaleźć odpowiedzi : Dlaczego ?
Wszystko ma swoje granice, swój początek i koniec, tak samo było z jej siłą. Zapasy szybko sie wyczerpywały, nie umiała znaleźć jakiegoś źródła by je ponownie uzupełnić. Jej iskierka zaczynała przygasać. Bała się że pewnego dnia nie wytrzyma i odważy sie zrobić to czego obiecała sobie,że nie zrobi nigdy, nie chciała sie poddawać,ale niestety parę tygodni później przyszedł taki dzień. Miała dość całego bólu jaki w sobie nosiła, nienawidziła siebie i życia,które ktoś wybrał za nią. Nie chciała więcej cierpieć, udawać że jest dobrze kiedy cały świat sie jej walił. Wzięła garść tabletek i je połknęła. Chciała zasnąć, by nie czuć juz nic, by nie myśleć, by uciec z tego ziemskiego piekła. Od środka czuła się martwa : Czy żywy nieboszczyk może umrzeć ? -przeszło jej przez myśl pytanie. Czekała aż nadejdzie sen i ją zabierze ze sobą. Zasnęła z ulgą wypisaną na twarzy. Dryfowała w nicości, otaczała ją próżnia, dookoła niej tylko czerń. Podobał jej się ten stan. Była sama , panowała cisza, nie musiała już udawać siły ani odczuwać cierpienia. W oddali dostrzegła mały,jasny punkt. Początkowo nawet nie przywiązała mu dużej uwagi, ale światełko zaczęło się do niej przybliżać. Było coraz bliżej i blizej,aż jasność wypełniła otoczenie. Zmrurzyła oczy przed światłem. Poczuła ciepło na skórze. Podniosła powieki i zobaczyła przed sobą swojego zmarłego dziadka. Chciała go mocno przytulić, ale nie mogła sie ruszyć z miejsca.
- Dziadku czy ja umarłam? - zapytała.
- Nie Perełko, jeszcze nie umarłaś.
- Zabierzesz mnie ze sobą?
- Musisz wracać.
-Jak to ? Nie chcę tam wracać. - ogarnął ją strach. Nie mogła wrócić, nie chciała tego.
- Nie nadszedł jeszcze czas na ciebie. Masz dużo czasu przed sobą i coś jeszcze do zrobienia tam na ziemi.
- Tam czeka na mnie tylko morze łez, smutek i ból.
- Wiem, że nie było ci łatwo, ale wszystko sie zmieni.
-Obiecujesz ? - zapytała niepewnie.
- Masz moje słowo Perełko. Ja będę tu czekać na ciebie a kiedy nadejdzie odpowiedni czas to przyjdę po ciebie.
Poczuła że spada, desperacko wyciągnęła ręce przed siebie z nadzieją że znajdzie w nich jakieś oparcie.
- Tęsknię za Tobą dziadku...- powiedziała ale już go nie było, była tylko czerń. Wszystko działo sie bardzo szybko. W jednej chwili spadała a juz w drugiej miała wrażenie że leży. Całe ciało ją bolało. Docierały do niej jakieś głosy ale nie rozróżniała ich.
-Budzi się.
-Dziecko.
-Otwórz oczy.
-Słyszy nas?
To była jakaś kobieta i mężczyzna. Mówili chyba o niej. A ona wolała spać. Gardło paliło ją żywym ogniem. Czuła sie zmęczona. Chciała otworzyć oczy ale powieki były bardzo ciężkie.
- Skarbie obudź się.
To mówiła mama. Ona tu była razem z nią. Zapragnęła ją zobaczyć. Całą swoją siłę włożyła w wysiłek by podnieś powieki. Otworzyła oczy i zobaczyła zapłakaną twarz matki.
- Jesteś. Tak się cieszę. Wystraszyłaś mnie.
- Pić - wydukała tylko z siebie. Nie była pewna czy dobrze postąpiła łykając tabletki. Myślała że mama sie ucieszy kiedy ona odejdzie, ale teraz wyglądała na bardzo zmartwioną.
Pielegniarka podała jej szklankę z wodą a ta zaczęła pić. Zimna woda przynosiła jej ulgę. Wypiła całą zawartość szklanki. Kiedy ugasiła pragnienie spojrzała w oczy matki i powiedziała :
- Mamo przepraszam, ale ja już nie mogłam inaczej.
- Ciii Skarbie to ja cie przepraszam, ale od teraz wszystko sie zmieni. Zobaczysz. Wszystko naprawię.
Po tygodniu wyszła ze szpitala. Nie umiała powiedzieć co się dokładnie zmieniło, ale zmiana była dostrzegalna. Zachowanie jej bliskich się zmieniło. Czuła sie zauważalna i po raz pierwszy od bardzo dawna potrzebna. Nie wierzyła w to czy coś się zmieni, ale zmieniło się wiele. Nie ubierała juz maski i nie raniła siebie. Noce nie były juz bezsenne. Z optymizmem patrzyła w przyszłość. W końcu zaczęła się cieszyć że żyje. A ilekroć spojrzała w niebo to wiedziała że tam w górze czuwa nad nią jej własny Anioł Stróż.