Intensywny czas. Widać, że host rodziny starają się, żeby ciekawie zorganizować czas swoim gościom, przynajmniej moja taka jest. Pierwszy dzień po przylocie był trochę niezręczny, ale kolejne już nie. Szybko minął ten lęk, gdy jest się u kogoś obcego. Nie mam już problemu z zagadaniem, z decyzją, czy wyjść z pokoju czy nie, no i z pójściem do kuchni i zajrzeniem do lodówki czy spiżarni i zrobieniem sobie czegoś do jedzenia.
W weekend byliśmy u host dziadków i nad jeziorem Carl Blackwell. Na zdjęciu ja z host tatą na tubing, tak nazywają ciągnięcie tego pontonu za motorówką. Na początku było strasznie, ale później super.
I w kinie też byliśmy, wczoraj wieczorem. Świetna ta część Spidera.
















