Norman Davies - Galicja - historia nie narodowa
Historia jest bardzo ciężką dziedziną. Każdy niby ma jakieś pojęcie o niej, ale zazwyczaj oparte jest to o mity narodowe i bardzo uproszczone opisywanie faktów. Szkolna wersja przedmiotu, która niestety jest często jedyną przekazywaną, jest bardziej misją budowania tożsamości narodowej niż próby zrozumienia złożoności świata, którym cechował się w ubiegłych wiekach. Dlatego też cenię bardzo te pozycje, które nie traktują czytelników jak ignorantów i nie przedstawiają odpowiedzi, a perspektywy. Norman Davies jest dla mnie właśnie takim autorytetem. Od dawna chciałem przeczytać jedną z jego grubych pozycji, ale nie miałem na tyle odwagi, by wziąć się za tak napakowaną 750 stronicową kolubrynę. Pod koniec stycznia zrobiłem jednak pierwsze kroki tej przygody i otworzyłem "Galicję". Dlaczego akurat ta książka, a nie "Boże Igrzysko", czy "Europa"? Po pierwsze jestem z terenów dawniej okupowanych przez Habsburgów. Jak powiadają, koszula bliższa ciału. Po drugie romantyzm, o którym uczymy się podczas lekcji polskiego, to właśnie dokładnie ten czas. W przeciwieństwie do wielu, ta epoka literacka, podobnie jak pół wieku po niej Młoda Polska, są moimi ulubionymi. Jednak zawsze miałem to poczucie nadmiernego uproszczenia kontekstu i ram kulturowych.
Brytyjski historyk natomiast przeprowadza nas nie tylko przez cały okres okupacji, ale też przedstawia miriad perspektyw, z których możemy spojrzeć na ówczesną codzienność. Są też bardzo intrygujące techniczne detale ważnych wydarzeń, o których się w szkole nie rozwija. Przykładowo: jak postępowało z urzędniczego punktu widzenia przejęcie instytucji publicznych po pierwszym rozbiorze. To był też czas, gdzie bardzo różne kultury okupowały jedną strukturę państwową - Polacy, Żydzi, Ukraińcy, Rumunii, Węgrzy, Niemcy (w tym austriaccy), Ormianie, czy szlachta (którą należy wyodrębnić jako osobną grupę). Ci przez większość czasu mieszali się i inspirowali nawzajem, bez ostrych zgrzytów pomiędzy sobą. Do czasu. Powstanie koncepcji narodu, jak i uwłaszczenie chłopów, oraz przelanie idei narodowości na każdego człowieka, spowodował wzrost tożsamości. Kryterium podziału została już nie tylko religia, ale też naród. Każdy z nich chciał stworzyć niezależny kraj, w każdym powstawały nacjonalistyczne ugrupowania. Każdy z narodów ma, bardziej lub mniej, ma na sumieniu represje wobec innych. Wtedy też rodziły się wzajemne animozje. Obecnie myślenie kategoriami narodowymi jest oczywiste, ale to właśnie wtedy budziły się takie idee. Dlatego jest ten okres tak ciekawy.
Okres okupacji austriackiej to również często złoty okres rozwoju miast takich jak Kraków, Lwów, Stanisławów (obecnie Iwano-Frankiwsk), czy Czernichów. Powstały wtedy krakowskie Planty. Choć też wsie nie były za bogate. Ze wszystkimi mitami, które zdążyły narosnąć przez te lata, Davies próbuje się rozprawić. Wskazuje jak wyglądało przejście z feudalizmu do współczesnego pojmowania społeczeństwa. Podaje wiele ciekawostek wzbogacających i wspierających w zagłębienie się w te czasy. Bardzo bogato wykorzystuje pamiętniki i materiały tekstowe z epoki, by pokazać jak wydarzenia odbierane był "na żywo". Dodatkowym atutem jest liczba przypisów, które sypią się ze stronic książki. Jest to w końcu praca pisana przez historyka, więc zawarta w reżimie naukowym. By bardziej plastyczniej przedstawić pewne aspekty, odwołuje się do bardziej subiektywnych opisów, ale jako całość jest nadzwyczaj obiektywna. Przypisy mieszą się na bez mała 50-ciu stronach. Czy można mieć zastrzeżenia do treści i sposobu jej przedstawiania? Owszem, w końcu nie da się tak bogatej i kontrowersyjnej historii przedstawić w jednym tomie, choćby był najlepiej przygotowany. Wiele z wydarzeń, czy fragmentów musiało być znacznie skróconych, by nie rozwijać się fraktalnie w parunastotomowe epopeje. Jednak nadal jest to najbardziej rzetelne podsumowanie tematu Galicji, jakie miałem okazję przeczytać. Trwało to przez trzy-cztery miesiące, ale ten czas był jednym z najlepiej spędzonych. Żałuję tylko, że nie robiłem naukowych notatek, do których mógłbym się odwoływać, ale to jeszcze nic straconego. Będę mieć powód, by sięgnąć do niej jeszcze raz.
Miłego, Adiabat 03.06.2026















