If the tombstones could speak. / Gdyby nagrobki mogły mówić. #harfa #grajek #artysta #muzyk #musician #artist #harp #grave https://www.instagram.com/p/B4xQbeihJlU/?igshid=7z3aoc1fx39l

seen from United States
seen from China

seen from Maldives

seen from Netherlands
seen from Canada
seen from Poland
seen from Bulgaria
seen from Netherlands
seen from France

seen from United Kingdom

seen from United Kingdom
seen from Romania
seen from Israel

seen from Netherlands
seen from Canada
seen from Germany
seen from Türkiye
seen from China

seen from United States
seen from United States
If the tombstones could speak. / Gdyby nagrobki mogły mówić. #harfa #grajek #artysta #muzyk #musician #artist #harp #grave https://www.instagram.com/p/B4xQbeihJlU/?igshid=7z3aoc1fx39l
Free writing #2
Szum drzew niósł się wokół i z trudnością przebijały się przez niego dźwięki gitary. Grajek przysiadł właśnie nad niewielkim strumieniem, pozwalając odpocząć nieco swojemu wierzchowcowi, żeby napawać się choć przez chwilę pięknem lasu skąpanego w letnich promieniach Słońca. Do wtóru instrumentu przyśpiewywały mu ptaki.
Jednak niedługo dane mu było zachwycać się ogromem stworzonego świata. Pod kopyta konia, chłepcącego wodę ze strumienia, ze świstem wbiło się kilka bełtów. Spłoszone zwierzę wierzgnęło i pocwałowało w las, zostawiając swojego właściciela samego. On zaś niewzruszony siedział na zwalonym pniu, wpatrując się w wartko płynącą wodę. Przestał grać, nasłuchując jakichkolwiek odgłosów przebywających niedaleko strzelców. Najwyraźniej nie chcieli go zabić, tylko lekko nastraszyć. Miał już trochę doświadczenia i wiedział, że człowiek, na którego wydano natychmiastowy wyrok śmierci, zostałby zestrzelony od razu, bez żadnego ostrzeżenia.
Wreszcie z tyłu podszedł do niego lekkozbrojny żołnierz, w ręku dzierżąc napiętą kuszę. Za nim podążyło dwóch innych, wszyscy odpowiednio przygotowani, do zapobiegnięcia ucieczki Grajkowi.
– Po co tu przyszliście? – spytał łagodnie muzyk, dostrajając nieco gitarę. Częste zmiany temperatury i wilgoci bardzo źle wpływało na jego drewniany instrument.
– Otrzymaliśmy nakaz aresztowania cię i odprowadzenia przed sąd. – odparł pierwszy gwardzista. – Toteż bardzo proszę, żeby nie utrudniać.
– Tak rozumiem, rozumiem. Ale widzicie, niestety jako muzyk wiele podróżuję, wiele występuję i obawiam się, że nie stać mnie na udanie się teraz do sądu. – Grajek wstał i odwrócił się do żołnierzy, wzruszając ramionami. – Nic z tego.
– Niezależnie od twojej woli mamy za zadanie dostarczyć cię przed sąd. Jeśli nie chcesz iść dobrowolnie, chyba nie mam wyboru: zwiążcie go. – Jeden z żołnierzy, zapewne przywódca oddziału, wydał polecenie.
– Nie radzę... – powiedział po cichy Grajek. – Dajcie sobie spokój i wszyscy rozejdziemy się zadowoleni w swoją stronę.
Mimo ostrzeżeń żołnierze wzięli się do wiązania przestępcy. Grajek, mając jednocześnie czyste sumienie, bo przecież ostrzegał, wziął do rąk gitarę i uderzył bokiem jej pudła jednego z napastników. Nie spostrzegli oni jednak wcześniej, że z boku instrumentu wystaje niewielki, lecz bardzo ostry szpikulec. To właśnie on wbił się w ciało żołnierza, jak gdyby wchodził w suchy piasek. Podobnie stało się z drugim posiadaczem niepożądanej liny. Trzeciemu gitara wytrąciła kuszę z rąk.
– Jaki jest dokładnie zarzut? – spytał Grajek dowódcę, który leżał teraz na ziemi, z przyłożonym do piersi ostrzem.
– Głoszenie nieprawdy i podżeganie do buntu ludności miasta...
– A to ciekawe... Mam wrażenie, że bunt sam by wybuchł, bez mojej pomocy, chociaż może rzeczywiście moje pieśni przyśpieszyły nieco ten proces. – Grajek przy pomocy skórzanego paska zawiesił gitarę na plecach. – Dobrze, możesz iść i zabrać swoich kolegów, powinni przeżyć. Przekaż proszę wysokiemu sądowi i zarządowi miasta, że poezji nie da się zatrzymać i nie da się jej tłamsić. A przynajmniej ja na to nie pozwolę.
Żołnierz wstał z ziemi i zabrał ze sobą pozostałych, zmierzając w kierunku, gdzie stały ich konie. Grajek znów przysiadł na zwalonym pniu i zagwizdał. Po chwili przy nim znalazł się jego koń, spłoszony wcześniej przez napastników.
Grajek rozejrzał się dokoła, podziwiając każdy listek na drzewie i każdą kroplę wody w strumieniu.
– Czemu aż tak bardzo nie wierzą, że nie jestem wcale potrzebny, żeby ludzie przejrzeli na oczy?
Nikt nie udzielił mu odpowiedzi na to pytanie, oprócz letniego szumu drzew...