Zbłąkany Kieł - Prolog
Powóz toczył się niespiesznie po drodze, podskakując co jakiś czas na wystającym kamieniu. Do bram miasta pozostało jeszcze do dwóch mil drogi, ale opustoszały trakt wróżył szybką i bezproblemową podróż. Poza drewnianym pojazdem i niewielkim, kilkuosobowym oddziałem straży wokół nie było widać, ani słychać żywej duszy.
Wewnątrz powozu młoda kobieta delikatnie bujała śpiące w jej ramionach dziecko, od czasu do czasu z uśmiechem spoglądając na drzemiącego obok niej męża. Jednak na myśl o nieuchronnie zbliżającym się powrocie do stolicy zmarszczyła czoło. Upragniony odpoczynek skończył się szybciej niż myślała i musieli wrócić na dwór, do zabieganego świata pełnego etykiety i napięcia. Oboje z ukochanym mieli świadomość, że osiągając tytuł Mistrza w tak młodym wieku zaskarbili sobie niechęć wielu magów z Akademii, oraz niektórych person na samym dworze królewskim. Ale nie było już szans na rezygnację z posady. Król nie miał zamiaru wypuścić swoich dwóch najbardziej zaufanych doradców, jednocześnie stanowiących doskonałe zaplecze magiczne w pałacu.
Ester westchnęła głośno, czym zwróciła uwagę męża. Najwyraźniej mimo pozorów cały czas czuwał. Nethal pogłaskał ją delikatnie po głowie, trochę jak dziecko. Nie musiała nic mu mówić. I to bynajmniej nie dlatego, że przy pomocy magii odczytywali swoje myśli. Już dawno temu wspólnie podjęli decyzję, że nie będą tego robić. Po prostu znał Ester na tyle, żeby wiedzieć, co zaprząta w danej chwili jej umysł. Pewne rzeczy dało się przewidzieć bez żadnych magicznych sztuczek.
Wszystkie mięśnie w ręce i całym ciele maga naprężyły się gwałtownie. Jego małżonka musiała poczuć to samo, co on, bo sięgnęła po pokłady magii, próbując nawiązać kontakt, ale ogromna moc stłamsiła jej wysiłki i skończyło się tylko na krótkim, urwanym impulsie bez żadnej treści. Nethal przytulił do siebie żonę i dziecko, gdy na zewnątrz powozu rozległ się pierwszy krzyk mordowanego strażnika. Po nim następny. Młody mag nie wiedział kompletnie, co ma robić. Już w pierwszej chwili, kiedy poczuł w pobliżu traktu tę wielką, przytłaczającą obecność miał już świadomość, że nie są w stanie z nią walczyć. Nie był pewien, czy to jeden potężny przeciwnik, czy też większa grupa czarowników, którzy połączyli siły w tej napaści. Spojrzał w oczy Ester. Lęk, ale i szalona determinacja mieszały się w nich ze sobą, tworząc żywy ogień.
– Nawet jeśli uda nam się przebić przez ich blokadę i wezwać pomoc, nie zdąży dotrzeć do nas na czas... – wyszeptał Nethal.
– Mhm...
– Ale jego może uda się ocalić...
– Mhm...
Ester nie wypowiedziała żadnego słowa. Nie próbowała nawet powstrzymywać, czy wycierać łez spływających jej już obfitymi strugami po policzkach. Mąż delikatnie ścisnął dłonie ukochanej, którymi wciąż podtrzymywała śpiące dziecko i pochłonął jej magiczną energię, której pozwoliła mu czerpać dużo, wręcz niebezpiecznie dla jej zdrowia dużo. Ale to nie miało już teraz znaczenia. Nethal skupił w sobie całość zgromadzonej magii w jeden, niewielki punkt. Zaklęcie musiało być jak strzała, by przebić się przez wiążące ich wolę wpływy napastnika. Wreszcie przymknął oczy i razem z Ester wypowiedział kilka słów czaru, który zdołał wymknąć się spod wrogiego panowania i wykonać powierzone mu zadanie.
Wyczerpana Ester osunęła się bezwładnie na ramię męża, który wstając delikatnie ułożył ją na wyściełanej ławie powozu. Niespiesznie otworzył drzwi i stanął na ziemi, zbroczonej krwią z poskręcanych ciał strażników. Otaczał go tuzin zbrojnych, którzy z pozoru przypominali bardziej bandę górskich łotrów i złodziei, niż zorganizowany oddział wprawnych żołnierzy, ale pozory bywały złudne. Nieco dalej stał on. Ledwie jeden człowiek w średnim wieku, z powykrzywianym kosturem z Czarnego Świerku, magicznego drzewa niezwykle rzadko spotykanego w tych okolicach. Obaj magowie mierzyli się spojrzeniem dłuższą chwilę. W końcu pierwszy odezwał się napastnik.
– Czyżbyś już pogodził się z losem i zamierzał poddać się nam dobrowolnie, młody Mistrzu?
Nethal stanął mocniej na nogach, próbując przywołać resztki pozostałej mu mocy. W obydwu rękach zatańczyły mu z początku słabe iskry, które po chwili przerodziły się w wirujące kłęby ognia. Starszy od niego mag mruknął z uznaniem.
– No no... Bez żadnej różdżki ani inkantacji. Nie bez powodu otrzymałeś rangę Mistrza w tak młodym wieku. Ale obawiam się, że to może nie wystarczyć...
– Możesz mnie zranić, możesz mnie uwięzić, możesz mnie wreszcie zabić. Ale nie pozwolę ci tknąć Ester!
Czarnoksiężnik stuknął lekko swoim kosturem w ziemię, która momentalnie zapadła się z hukiem, by po chwili wyrzucić w górę grad skał, które zawisły w powietrzu. Oddział zbrojnych wycofał się w pośpiechu głęboko między drzewa, kiedy z laski maga poczęło się sączyć coś na wzór czarnych oparów. Przeciwnik uśmiechnął się szeroko.
– Naprawdę myślisz, że jesteś w stanie?















