Buraki "Polaki"
Jeszcze nigdy nie zdarzyło mi się obsługiwać tak natrętnych, wkurzających i niekulturalnych buraków klientów. A było to tak...
Drugi sierpnia, dzień spokojny, bez chmur i opadów deszczu, mogłem przyjść na godzinę później do pracy - miodzio, wszystko zapowiadało to, że dzisiejszy dzień będzie bardzo udany i nic mi tego nie przeszkodzi - lecz jak to mówią "nie chwal dnia przed zachodem słońca" i o tym dziś bardzo dobrze się przekonałem...
Wielkimi krokami zbliżała się godzina 15. więc pora już obiadowa, tak przynajmniej mówił mi mój brzuch, więc bez oporów go posłuchałem, pozamykałem stoisko, dałem kartencję "ZARAZ WRACAM", bo innej nie mamy, ale rzeczywiście informowała o tym, że "ZARAZ WRACAM". Poszedłem na sklep, kupiłem coś do picia, zajęło mi to 3 minuty, następnie podskoczyłem do "CAFE", który jest directe przed moim stoiskiem, zamówiłem sobie zestaw obiadowy, usiadłem i czekam. Siedząc oczywiście mam w zasięgu wzroku moją ukochaną (<3) zieloną wysepkę. Ktoś podchodzi, poogląda i odchodzi, tak jest w większości, po prostu oglądają i idą dalej. Ale podeszła sobie taka rodzinka buraków, tato burak, mama burak, córka zapatrzona w telefon i chłopiec latający po całym centrum handlowym.... Oglądają i widzę, że chcą kupić - no to chyba ich 10 minut nie zbawi, prawda? Dopiero co dostałem obiadek, nic nie jadłem od rana, poczekają i na spokojnie się z nimi rozprawię. Niestety tato burak zaczepia jakiegoś przechodnia z zapytaniem, czy nie wie kto jest właścicielem tej budki, przechodzień nie wiedział - poszli sobie do drogerii, widziałem to dokładnie, minęło DOSŁOWNIE 5 minut, zapytali się przy wyjściu ochroniarzy (moi ziomkowie, wiecie ) no i mówią, że to:
O: Ten Pan co je akurat teraz obiad.
T: AHA, DOBRA.
No i dalej oglądają tam coś, wyszli, widzę ich kątem oka, że stoją przy wyjściu i perfidnie się na mnie gapią. Nie wiem, może byli głodni, ale to nie mi to oceniać, na biednych nie wyglądali. Nie wytrzymali, przychodzą do mnie w trakcie konsumowania posiłku i nie, żeby może jakieś "dzień dobry" czy pocałuj mnie w... nos, o nie nie, oni nie mogą się niżyć do tego poziomu.
T: TO TY JESTEŚ WŁAŚCICIELEM TEJ BUDKI?
J: *przeżuwam* *kiwam głową, że jo sem sefu tej budki tudej*
T: KIEDY SKOŃCZYSZ JEŚĆ BO MY TUTAJ CZEKAMY AŻ KTOŚ NAS W KOŃCU OBŁUŻY.
J: *przeżułem* Proszę Pana, obsłużę Pana gdy skończę zjeść, a że dopiero co dostałem zamówienie, to trochę to potrwa, jest kartka informująca o tym, że "ZARAZ WRACAM", gdzie nie podałem dokładnej godziny.
T: NO ALE MY TUTAJ CZEKAMY JUŻ PONAD PÓŁ GODZINY A PAN TUTAJ SOBIE JE.
Tak bym to podsumował, czekają 10 minut, ale myśleli, że ich nie widziałem, więc wiecie, żebym się pośpieszył, to ten, łżą.
J: Tak, proszę Pana, jem, bo obiad to jeden z najważniejszych posiłków w ciągu dnia, po to sobie robię właśnie tę przerwę.
I teraz uwaga, bo do taty buraka dołącza mama burak.
M: NO ALE CHYBA KLIENT JEST WAŻNIEJSZY NIŻ JAKAŚ TAM PRZERWA I ŻARCIE, MY PRZYCHODZIMY KUPIĆ I CHCEMY BYĆ OBSŁUŻENI.
Czy to naprawdę tak trudno zrozumieć, że podczas jedzenia się nie przeszkadza, a już na pewno nie przerywa? Co, mam teraz rzucić to jedzenia i biec do nich, bo przyszli i chcą coś kupić? Mam prawo do przerwy, do cholery. Ale chooy, niech im będzie, ale dokończę sobie. *przeżułem, przeżułem* Musieli poczekać 3 minuty.
T: NO DŁUGO MAMY CZEKAĆ?!
Tyle ile sobie zażyczę Ty k**** j***** c**** p********* i***** wraz z Twoją cudną "rodzinką".
J: Już, idę.
Podchodzę, na wejściu koleś do mnie:
T: JA POPROSZĘ NUMER DO SZEFA, BO CO TO TAK PRACOWNIK SOBIE ROBI PRZERWY I DO KLIENTA NIE PODCHODZI.
J: *z wielką przyjemnością podaję kartkę z numerem* To numer do stoiska na którym akutalnie jest szef, proszę śmiało dzwonić. *uśmiecham się najszerzej jak tylko mogę*
T: DOBRZE, JA SOBIE ZADZWONIĘ, W NIEMCZECH TAK NIE MA, ŻE SIĘ CZEKA, A TUTAJ PIEPRZONA POLSKA I JUŻ SIĘ NIE SŁUCHAJĄ.
M: TEN TELEFON CHCE.
Podaję, włączam, pokazują co ma jaki jest itd, mówię językiem najbardziej technologicznym jak tylko potrafię, żeby im dopiec. Dopytują się o wszystko co powiedziałem, bo nie rozumieją. Aha, czyli już nie jestem JAKIMŚ TAM SOBIE ROBOLEM OBSŁUGIWACZEM tylko kimś, kto się zna a oni nie znają i oni płacą i chcą wiedzieć? To się jeszcze pobawimy.
M: A JAKIEŚ POKROWIEC CZY "WSUWANKĘ" (tak, "wsuwankę", nie wsuwkę)?
J: Dedykowaneg pokrowca, etui czy bumpera nie mam aktualnie, jedynie *głośniej powiedziawszy* WSUWKĘ mogę zaoferować.
M: PROSZĘ POKAZAĆ.
Wyciągam, pokazuję, Pani burakowa bierze tę. No spoko.
M: A JAKAŚ KARTA SD.
J: Mamy w ofercie pare kart microSD do ów urządzenia, różnią się one klasami oraz pojemnościami.
M: A CO TO SĄ TE KLASY I POJEMNOŚCI?
T: NIE BIERZ TUTAJ KARTY ŻADNEj JA W NIEMCZECH SOBIE WEZMĘ CI KUPIĘ JAKĄŚ.
Wytłumaczyłem, ostatecznie Pani wzięła jedną z lepszych - dobry wybór. Chcieli zobaczyć jeszcze jakieś zestawy blufut. Wyciągnąłem, pokazałem jakie mamy, czym się różnią itd.
T: WEŹ TEGO TUTAJ NIE BIERZ JA CI KUPIE W NIEMCZECH, DAJ SPOKÓJ, IDZIEMY STĄD.
Zapłacili, wzięli kase i poszli. Uff...
No po prostu chamstwo i buractwo w jednym, przyjechali z Niemiec, wymienili ojro na połlisz złoty i szastają, udają j*****ch burżujów, tylko że im trochę to nie wychodzi, no ale przecież KLIENT NASZ PAN, wa jego mać...











