
seen from Germany

seen from Russia

seen from Spain
seen from Türkiye

seen from Canada

seen from United States
seen from United States
seen from Malaysia
seen from United Kingdom

seen from United Kingdom
seen from United States

seen from United States
seen from South Korea

seen from United States

seen from Belgium

seen from Türkiye

seen from Sweden

seen from Canada
seen from United States

seen from Malaysia
The most beautiful trek to reach Machu Picchu. This image from @traveloveroma shows you how beautiful this trail can be.
wild #deer and centenarian hydroelectric power plant, somiedo, asturias, spain, august 2019
taken with olympus mju II agfa vista 200
Może i Meksyk nie był dla nas zbyt łaskawy, ale za to Peru... Peru zrekompensowało wszelkie bolączki pierwszych dwóch tygodni i nawet ukąszona przez płaszczkę kostka, która urosła do monstrualnych rozmiarów podczas wędrówki do Machu Picchu, nie była w stanie tego zmienić.
Sama wyprawa do ruin, to nie dość, że obowiązkowy punkt programu, ale także nie lada przygoda, zwłaszcza gdy przyjrzeć się skomplikowanemu procesowi jej organizacji. Można przeczytać cały internet, żeby a) dowiedzieć się, że istnieje kilka opcji cenowych, głównie takich, na które i tak Cię nie stać b) na zawsze zaginąć w czeluściach stron internetowych podejrzanych biur podróży c) wkurzyć się na mnogość sprzecznych informacji i ostatecznie trzasnąć laptopem. Jestem przekonana, że większość osób, które samodzielnie podjęły się organizacji tej wycieczki, przynajmniej raz przeżyła chwilę frustracji, a ci, którym szczęśliwie udało się dostać na szczyt i tak pomyśleli sobie: “wow, bajka, ale i tak mogłem/am to zrobić lepiej”. Jeśli ktoś zdecyduje się pojechać w te strony, to niech śmiało pisze i pyta, a dla ciekawskich po krótce opiszę jak przebiega najprostsza opcja budżetowa wycieczki na Machu Picchu.
I znów będę mogła odnieść się do mojej ulubionej sceny o tym, że ja to proszę pana mam bardzo dobre połączenie, bo tak: wycieczkę zaczynamy w Cusco. Stamtąd musimy przedostać się do miejscowości o nazwie Hidroelectrica. Najczęściej drogę tę pokonuje się w małych busach, które poruszają się z zawrotną prędkością, co w górach wiąże się z wysokim ryzykiem utraty życia i jeszcze większym ryzykiem choroby lokomocyjnej (to ja). Na szczęście dla tych ostatnich z pomocą przychodzą liście koki albo cukierki z jej zawartością, które mają pomóc w chorobie wysokościowej, a także nudnościach. Nie powiem, żeby mi to specjalnie pomogło, ale jakoś udało mi się przeżyć. Nic jednak nie przeraża (i rozśmiesza) tak, jak zapowiedź licznych zakrętów na górskiej drodze w języku hiszpańskim, czyli uwaga, mili państwo bo teraz będzie tylko curva curva curva. I tak, po licznych curvach i paru przystankach na zakup świeżych ananasów, czyli łącznie po 6 godzinach paskudnej drogi, dociera się na miejsce, czyli do Hidro. Stamtąd co bogatsi lub ci z peruwiańskim paszportem, mogą pojechać pociągiem, a co biedniejsi lub ci, którzy lubują się w przechadzkach, idą pieszo wzdłuż torów. I żeby nie było, przechadzka ta jest jedną z najprzyjemniejszych, jakie miałam miałam szansę odbyć, o czym świadczyć mogę powyższe fotografie. Droga prowadzi przez las, który bardziej jednak przypomina dżunglę, co jakiś czas zza chmur wyłaniają się szczyty Huyana i Machu Picchu, a już na pewno przez cały czas w przechadzce towarzyszą bezpańskie psy lub psie gangi (moje ulubione).
Po 2-3 godzinach marszu obfitującego w liczne zachwyty nad peruwiańską matką naturą, docieramy do celu, czyli do Aguas Calientes. Jest to malutkie górskie (i niestety bardzo komercyjne) miasteczko i jednocześnie baza wypadowa na Machu Picchu. W Aguas Calientes można rozbijać się po licznych turystycznych knajpkach, choć po całodziennej podróży, jedyne o czym człowiek marzy to gorąca kąpiel i miękkie łóżko. Można więc też udać się na spoczynek albo spędzić pół nocy w przedrożonej klinice lekarskiej (opcja dla ukąszonych przez płaszczkę). Poleca się jednak opcję odpoczynku, bo w końcu następnego dnia trzeba wstać o 3:30, by od 4 zacząć wyprawę na szczyt. I znów, pojawiają się dwie opcje - dla leniwych (albo jak kto woli - sprytnych) oraz tych, którzy chcą zaoszczędzić. Ci pierwsi (wraz z osobami poszkodowanymi przez płaszczkę) na szczyt Machu wybierają się autobusem. Druga grupa wyrusza około 4, tak by o 6 stanąć przed bramami rezerwatu. Do dziś czuję wielki podziw dla wszystkich, którzy zdecydowali się wspinać po stopniach stromej góry, bo przy panujących warunkach atmosferycznych (deszcz) oraz otaczającej naturze (las deszczowy), dotarli oni na Machu totalnie przemoczeni. My zdecydowaliśmy się wydać parę dolarów, by zaoszczędzić sobie zmęczenia (oraz uniknąć amputacji nogi), i na szczyt wjechaliśmy autobusem. Ta decyzja była o tyle dobra, że u góry aktywnie spędziliśmy następne 10 godzin, w końcu po samych ruinach też się dużo chodzi. Punkt szósta otwierają się bramy Machu Picchu. Cała masa turystów (w niskim sezonie!) wlewa się do środka i wielce zaaferowana zaczyna robić zdjęcia wszystkiemu, co widzi wokół. Pech tylko, że wszystko, co widzi się wokół to chmury i mgła.
I tutaj robię pauzę na dobre rady - jeśli kiedykolwiek przyjdzie Wam wybrać się w te strony - nie dajcie się zwieść marketingowej gadce, że na Machu Picchu lepiej wejść o poranku, bo wtedy unika się tłumów i można zobaczyć wschód słońca nad ruinami. Aha. Uhm. NA BANK. Nic bardziej mylnego, ale o tym zaraz. Podczas naszej wycieczki, praktycznie cały poranek szczyt oraz ruiny zakryte były gęstą mgłą. Intuicja podpowiedziała nam, że taka sytuacja może mieć miejsce, więc zdecydowaliśmy się zostać dłużej, niż przewidywał to oficjalny plan wycieczki. Dzięki temu mieliśmy czas, by zobaczyć Puerta del Sol, czyli Bramę Słońca - upragniony koniec szlaku wędrujących słynnym Inka Trail. No a przede wszystkim udało nam się podziwiać ruiny Machu Picchu podczas pięknej bezchmurnej pogody i właściwie bez żadnych ludzi wokół. Ten czas bezapelacyjnie ląduje w moim top 3 podróżniczych przeżyć i myślę, że to po prostu trzeba zobaczyć, więc nie będę się niepotrzebnie rozpisywać.
Ostatecznie więc wyprawę na Machu, uważam za bardzo udaną, choć zdaję sobie sprawę, że wspomniany wyżej Inka Trail, czyli czterodniowy trekking przez Sacred Valley z finałem na Machu Picchu to dopiero kompletna peruwiańska przygoda. (Znam jednak takich, którzy po czterech dniach niełatwej wędrówki zastali szczyt także w czasie mgły, w wyniku czego ostatecznie nie dane im było zobaczyć słynnych ruin, więc ostrożnie z wyborem pory roku na takie przyjemności). Nasza wycieczka, choć dużo skromniejsza, i tak nie obyła się bez przygód. Nie wspominam już kolejny raz o płaszczce (a jednak, hehe), ale na przykład o fakcie, że nasz kolega przez przypadek zawinął ze sobą moje rzeczy, w efekcie czego zmuszona byłam wracać w kompletnie przemoczonych butach, bokserkach Linusa i skarpetkach przedstawiających Tupaca (2Pac żyje). Nic to jednak, było fantastycznie! Po licznych epizodach i przypadkach meksykańskich, zdecydowałam się podążać już tylko za mądrościami pana Tupaca, cokolwiek by się nie działo Keep Ya Head Up!
Itaipu Dam instagram: jubdevito
Azud en Segade | by seselaxe
Premierul Ilie Bolojan acuză Hidroelectrica. S-au dat bonusuri de performanţă de 150.000
Premierul Ilie Bolojan critică Hidroelectrica pentru că „a preferat să facă profituri” şi să aibă „bonusuri de performanţă de 150.000 – 180.000 de euro, pe lângă salariile mari”, în loc să facă investiţii, ceea ce ar fi însemnat „preţuri cu 20 – 30% mai mici pe piaţa de energie din România pentru cetăţeni”. „Când Hidroelectrica alege profitul pe termen scurt şi bonusurile în locul investiţiilor…
Pauză la Hidroelectrica. Facturarea și restul serviciilor, suspendate între 1 și 20 ianuarie 2026
Hidroelectrica, liderul producției de energie din România, demarează un amplu proces de modernizare tehnologică între 1 și 20 ianuarie 2026, vizând digitalizarea serviciilor și implementarea unui nou sistem informatic de gestionare a bazelor de date. Această etapă strategică de migrare a informațiilor va genera suspendarea temporară a unor activități esențiale, precum emiterea și corectarea…