Quest przeciw HR-owcom
Redagowanie nie idzie dobrze – ani tak dobrze, jak bym chciał, ani nawet tak dobrze, jak się spodziewałem. Wciąż przytłacza mnie ogrom pracy, wciąż nie wiem, za co się zabrać, ani jak to wszystko doprowadzić do upragnionego końca. Nie wiem. Przebłyski są chwilowe i nie pozwalają na zrobienie znaczącego postępu.
Na szczęście jednak mam też drugi projekt i rozpaczanie nad Kiedyś byliśmy to nie jedyne, co mi pozostało. Ten drugi – znacznie mniej poważny i znacznie bardziej na kolanie – to swego rodzaju badania nad procesem rekrutacji. Badania prowadzące do narastających absurdów, chaotyczne, ale i na tyle systematyczne, by otrzymać własną nazwę kodową.
HR Quest
Co się za tym kryje? Korespondencja do specjalistów od kadr. Pięćdziesiąt listów stanowiących odpowiedzi na oferty pracy czy zaproszenia do udziału w procesie rekrutacji. Odpowiedzi całkowicie nie na temat, często bez jakiegokolwiek związku z rzeczywistością, w jakiej żyje rekruter.
HR Quest dobiega końca – została mi do wysłania tylko jedna, ostatnia już wiadomość. I jest to sukces, może nie na miarę napisania powieście, ale pod jakieś pisanie się kwalifikuje, więc zawsze coś.
Z całym należnym szacunkiem,
— ja.













