Tak dużo emocji, że aż trudno mi zacząć od początku.
Planowany, aczkolwiek można w sumie nazwać, że spontaniczny wyjazd do Krakowa sprawił, że po części odżyłem. Odżyła we mnie nadzieja i pragnienie życia. Artyści chyba stworzeni są w głównej mierze do przemysleń, nostalgicznych chwil, ale jak śpiewała Ania Dąbrowska ja chyba “Smutek mam we krwi”. Choć dostrzegam wiele dobrego często zadaję sobie pytanie: Czy jestem szczęśliwy i kim jestem? (to drugie szczególnie do mnie pasuje po obejrzeniu filmu “Zoolander”). Wracając do Krakowa - finałem był spektakl kabaretu Hrabi. W skrócie prawie zakryłem się nogami ze śmiechu. Zawsze chciałem zobaczyć ten kabaret na żywo i w końcu mi się udało. Sprawna organizacja nie jest moją mocną stroną, dlatego tym wszystkim zajął się na szczęście Dżej. Zdradzać żartów mi nie wolno z uwagi na szacunek do artystów, dlatego powiem jedynie, że jeśli będziecie mieli okazję wybrać się na spektakl “Także o!” w wykonaniu grupy Hrabi to serdecznie polecam.
Miniony weekend oprócz intensywnej pracy artystycznej ze względu na przeglądy artystyczne i manewry we Wrocławiu był niepowtarzalną okazją do sprawdzenia, czy dalej jestem w formie. Generalnie mogło być lepiej, ale nigdy nie będę 100 % spełniony.
Nie pamietam, czy już tutaj się chwaliłem, ale dzięki Dżejowi, bo to on spontanicznie zobaczył otwarty sklep - jestem w posiadaniu boskiego trekkingowego roweru, o którym od dłuższego czasu marzyłem. Prowadzi się nieziemsko no i ten oryginalny styl.
Jak dobrze wiecie, nie przepadam za świętami. Mimo, że inaczej je sobie w tym roku wyobrażałem to i tak muszę przyznać, że zaliczę je do wybitnie udanych. A to dlatego, że spędziłem je w Czechach. Alex i Kamilos nie musieli jakoś szczególnie dbać o mnie podczas tego wyjazdu, bo wystarczyło zmienić otoczenie, a zobaczyłem jak może być pięknie. Praga, jakieś dziwne miejscowości, wioski i cisza. Wszechogarniający spokój, który wypełnił każdą część mojego ciała. Podróż choć momentami męcząca ze względu na liczne zakręty w górach przebiegła wesoło, sprawnie i bezpiecznie.
Te małe i duże momenty w życiu pokazują jak bardzo przywiązuje się do dobrych ludzi. Są moim tlenem. Tylko nie mogę pozbyć się jednej rzeczy - ograniczonego zaufania. Mówi się, że tylko ufając w pełni można poczuć totalne bezpieczeństwo drugiej osoby. Mimo, iż czuję się potrzebny i jak nigdy dotąd bezpieczny to mam poczucie, że czegoś jeszcze brakuje. Albo to coś, to mały pstryczek w mojej głowie, albo intuicja.
Pytając siebie teraz, czy jestem szczęśliwy, odpowiadam: Tak, jestem.