Analogowe wspomnienia
Canon EOS 300, Ilford SP2 Super
Jak już pewnie zauważyliście, film wrócił ze skanowania. Uwielbiam tę mieszankę ekscytacji i niepokoju tuż przed wywołaniem. Jest takie powiedzenie, że kiedyś robiło się 36 klatek na filmie i 5 zdjęć było dobrych. Teraz robisz 36 tysięcy zdjęć telefonem i 5 jest dobre. I coś w tym jest.
Inaczej się myśli, gdy robisz zdjęcia z myślą, że każde naciśnięcie spustu migawki ma swoją cenę w złotówkach i jest absolutnie ostateczne. I powiem wam szczerze, że ja te wszystkie analogowe strzały kocham. Nawet te nietrafione. Tak, zdarzyły mi się trzy z nietrafioną ostrością, dwa takie, kiedy ktoś zamknął oczy. No dobra, jest jedno, które absolutnie mi się nie podoba. Ale to i tak nieźle jak na 36.
Już nie mogę się doczekać, aż wyjmę z paczkomatu świeży kanisterek z filmem i umieszczę go w aparacie. Może i jestem szalony, ale to daje niesamowitą satysfakcję. Nawet jeśli materiał jest niedoskonały, ziarno spore, a uwiecznione momenty nieszczególne.
Bo fotografia analogowa jest jak rozmowa z przeszłością. Niczego nie poprawisz, niczego nie cofniesz, ale możesz zatrzymać coś prawdziwego i zanieść to dalej.














