———• ✧ •———
Długie tygodnie
upływały mi
na ściganiu grzywaczy
toczył się żywot
przypadku,
gubiący oko w fetyszu,
Raniący dno,
drenujący ślady,
regularnie pogłębiajace się koleiny,
W wyprawie ku brzegom Kolchidy
wyrzuciłam za burtę bagaże
Cień dotknął mnie skrzydłem,
zaraził chorobą,
Dotarłam jednak,
(dosyć blada)
podnosząc oczy na wzgórza,
schodził się właśnie
tłum ofiarny
z przytroczonym do wozu baranem,
uklękłam przy stopach kapłanów,
za życie zwierzęcia
ofiarując czarne
przypływy
gwiazdy zarannej















