Wiecie co? Pieprzyć to. Wstanę i posprzątam pokój. Włączę muzykę i dokończę robienie zadań. Ubiorze adidasy i pójdę poćwiczyć. Zjem i nie zrobię sobie z tego wyrzutów. Spojrzę w lustro i zaakceptuję co w nim widzę. Pójdę na terapię wygadam się i pozwolę sobie na wyzdrowienie. Wiecie czemu? Bo nie pozwolę tej skurwiałej chorobie zabrać mi całego szczęścia z życia i przyszłoci, która może być tak piękna. Nie pozwolę jej wziąść moich marzeń i ciężkich momentów, z którymi poradzę sobie rozmawiając i prosząc o pomoc. Czuję się coraz lepiej w swoim ciele i odnoszę to za sukces, więc się postaram tego nie spieprzyć i znowu się nie stoczyć.












