Gdyby rządził ktoś inny, mielibyśmy na COVID-19 wywalone
Z koronawirusem jest już luz. Może nie na palcach jednej ręki, ale pewnie w kilkunastu tysiącach zmieszczą się ludzie, którzy nadal drżą ze strachu przez COVID-19 tak samo, jak jeszcze jakieś dwa miesiące temu. Czy słusznie nie wiem i nie mam zamiaru wnikać. Tak samo bowiem, jak na początku pandemii (tudzież „pandemii”), nie jestem w stanie niczego rzetelnie zweryfikować, więc pozostaje mi wierzyć albo nie wierzyć, że to faktycznie śmiertelne zagrożenie - wedle uznania. Nie nad tym jednak chciałbym dzisiaj się rozwodzić. Ważniejsze – z punktu widzenia nastrojów społecznych – jest to, że narasta przekonanie, że wszystkie to obostrzenia były bez sensu, że śmiało można było normalnie funkcjonować i pracować. Jednym słowem, gdyby rząd Morawieckiego odpuścił sobie ten cały lockdown nie tylko ludziom nic by się nie stało, ale też gospodarka byłaby w znacznie lepszym stanie. Znamienite przy tym jest to, że głosiciele tego rodzaju poglądu zdają się kompletnie zapominać, że Polska nie jest jedynym krajem, który w taki właśnie sposób zareagował. Słuchając ich odnosi się wręcz wrażenie, że cała Europa, Ameryka i jeszcze inne zakamarki uprzemysłowionego świata działały w tym czasie normalnie, a tylko my byliśmy jakimś spanikowanym, nadgorliwym dziwadłem. Obrywa się więc tej władzy (którą ja jak przystało na zapalczywą, głuchą na rzetelną krytykę zatroskanych inteligentów PiSdę bronię), jak gdyby w marcu bieżącego roku mógł on faktycznie udawać, że wokół nic się nie dzieje i my jako Polska śmiało mogliśmy mieć na ten dęty COVID-19 wywalone. Mniejsza już nawet z tym, że ci sami ludzie, gdy nastąpiłby (nieodzowny w tych okolicznościach) zmasowany atak mediów, instytucji unijnych i zwyczajnie rozwścieczonych obywateli domagających się dymisji gabinetu, który wobec globalnego zagrożenia wirusem ma za nic ich życie i zdrowie każąc jak gdyby nigdy nic dalej pracować, pierwsi darliby mordy żądając zrobienia tego samego, co cały cywilizowany świat, czyli „zamrożenia” kraju oraz głów tych wszystkich Morawieckich, Ziobrów, Dudów Kamińskich i Kaczyńskich, który najwyraźniej chcą depopulacji Polski do góra kilkunastu milionów. Istotniejsze, że cała ta narracja o bezsensowności wprowadzonych przez PiS restrykcji okołowirusowych opiera się na niewyrażonym wprost, ale będącym jednak logiczną konsekwencją powyższego przekonaniu, że gdyby rządził ktoś inny, żadnego zatrzymania gospodarki by nie było. A kto inny mógłby w tym czasie – teoretycznie, ale choć odrobinę prawdopodobnie - tworzyć gabinet? Wyłącznie Platforma obywatelska z przyległościami. No bo raczej nie Prezydent Bosak, Premier Braun, Minister Gospodarki Wilk oraz Minister Obrony Narodowej Janusz Korwin-Mikke. Myśl zatem, że rząd Budki, Schetyny czy też Tuska albo Trzaskowskiego wyłamałby się paneuropejskiego reżymu spowodowanego COVID-19 jest chyba jeszcze bardziej absurdalna niż głębokie przekonanie, że w najbliższą niedzielę Krzysztof Bosak przejdzie do drugiej tury wyborów. Mówiąc inaczej realia czasu pandemii (tudzież „pandemii”) były właśnie takie, że Polska nie miała innego wyjścia jak tylko mniej więcej tak jak to zrobiono zareagować.
Rzecz jasna nie mam żadnych złudzeń, że całe rzesze fantastów za chwilę zaczną pobredzać, że gdyby rządził ktoś tam, to Polska wzorem Białorusi nawet palcem by nie kiwnęła i w ogóle nic by się nie stało, no ale kto zabroni fantastom fantazjować? W końcu nic to nie kosztuje, a takie detale, jak realna ocena szans i zagrożeń w konkretnym okresie czasu, uwarunkowanie lokalne, gospodarcze, geopolityczne itd. to przecież nie grawitacja: człowiek się nie rozpłaszczy, gdy bujając w obłokach zderzy się niespodziewanie z rzeczywistością i zacznie nagle pikować. http://przemsa.szkolanawigatorow.pl/gdyby-rzadzi-ktos-inny-mielibysmy-na-covid-19-wywalone













