dziewiętnaście
Przestałem dawać szanse szczęściu. To może oznaczać, że straciłem serce do tej roboty. Niedobrze. Lepszej nie mam, a wizja etatu przeraża mnie bardziej niż korki po stłuczce na rondzie w godzinach szczytu. Wszystko dlatego, że coraz trudniej jest coś zarobić. Nocki przejęli nielegalni wożący pijaków za drobne, a w dzień rządzą nowi taksówkarzy z dziwnych korporacji, którzy jeszcze nie nauczyli się liczyć i wierzą, że jakoś to będzie i po kilu miesiącach robienia autem po osiem i więcej tysięcy kilometrów nic mu nie będzie. Gdzieżby tam wóz poważnie się zużywał od ciągłej jazdy w z obciążeniem i w ulicznym ruchu. Jest dobrze, złoty pięćdziesiąt plus pięć startowego to niezłe pieniądze. Idioci. Prędzej czy później sporej części z nich otworzą się oczy, ale co z tego, skoro na ich miejsce już czekają następni. W końcu to prosta robota dla każdego. Trzeba się tylko pilnować żeby za dużo nie pić i raczej nie palić w środku, bo klienci nie lubią.
[CAŁOŚĆ NIEBAWEM DRUKIEM]















