Meksyk, a konkretniej półwysep Jukatan, to idealny kierunek, aby w trakcie panującej u nas zimy wygrzać się na brzegu lazurowego morza! A my polecamy między innymi miasto Cancún, w którym czeka na Was iście rajski krajobraz!
Autor: speedsystem
seen from United Kingdom
seen from United States
seen from United States
seen from United States
seen from United States

seen from Türkiye
seen from China
seen from United States
seen from Türkiye

seen from Germany
seen from United States

seen from Bangladesh

seen from United States
seen from Germany
seen from Türkiye
seen from Macao SAR China
seen from United States

seen from Saudi Arabia
seen from United States
seen from Japan
Meksyk, a konkretniej półwysep Jukatan, to idealny kierunek, aby w trakcie panującej u nas zimy wygrzać się na brzegu lazurowego morza! A my polecamy między innymi miasto Cancún, w którym czeka na Was iście rajski krajobraz!
Autor: speedsystem
Cenoty, czyli malownicze jaskinie krasowe wypełnione krystalicznie czystą, słodką wodą, to jedna z największych atrakcji w meksykańskim Tulum! Jedną z nich jest widoczna poniżej Cenote Ik Kil, która wygląda niczym z bajki!
Czy wiecie, że cenoty, czyli jaskinie krasowe wypełnione słodką, krystalicznie czystą wodą, to jedna z największych atrakcji w Tulum? A najbliższe miesiące to idealny moment na odwiedzenie tej zachwycającej miejscowości!
Po zwiedzaniu należy się chwila odpoczynku, więc pozostałe dni spędzamy w okolicach hotelu, gdzie czekają na nas morze, baseny oraz długie spacery wśród pięknej przyrody. Całości dopełniają włóczące się po hotelu aguti, ostronosy, iguany oraz szopy. Natykamy się również na pelikany, motyle cesarze oraz kolibry! Jest jak w raju.
Cały Jukatan jest zbudowany na wapiennych skałach, co przy tak silnych ulewach, powoduje przeciekanie tej wody w głąb skał i tworzenie się różnych jaskiń i naturalnych basenów wodnych. Są to cenoty. Jest to jedna z największych atrakcji tej części Meksyku, i my oczywiście nie przepuściliśmy okazji aby z nich skorzystać. Pierwszym uczucie po wejściu do wody jest fantastyczne orzeźwienie. Woda jest chłodna, ale nie zimna. W założonych kamizelkach, powoli unosimy się na powierzchni wody i oglądamy stalagmity zwisające ze stropu. Pomiędzy nimi latają sobie nietoperze. Po wyjściu odpoczywamy na hamakach między drzewami, schnąc kontemplujemy meksykańską przyrodę.
Valladolid reklamowane jest jako perła wśród meksykańskich miast. Docieramy tam późnym popołudniem i zostawiamy auto niedaleko starówki. Kolorowe jednopiętrowe domki zachęcają do spacerów ulicami miasta. Główny plac to park z kunsztownie giętymi ławeczkami i dużą liczbą spacerowiczów. Nad parkiem góruje kościół. Wygląda na typową kolonialną zabudowę, biały kamień, dwie strzeliste wieże. Obok niego, kolejne kolonialne budynki z podcieniami. Niby wszystko się zgadza, dokładnie tak to sobie wyobrażaliśmy. Jednak spacerując, słyszymy muzykę dobywającą się z każdego ze sklepów, każdy sprzedawca chce puścić swoją jak najgłośniej. Kakofonia dźwięków zakłóca odbiór, psuje to doświadczenie. Kilkanaście minut i jesteśmy zmęczeni, upał, hałas i ogarniający nas zewsząd chaos. W Meksyku, lepiej skupić się na przyrodzie niż miastach.
Szerokie meksykańskie drogi zawiodły nas w głąb półwyspu. Po przejściu przez bramę prowadzącą na teren miasta nie doświadczamy łagodnego wprowadzenia w Majańskie klimaty. Naszym oczom od razu ukazuje się główna świątynia, rozpostarta na 4 strony świata, z liczącymi 91 stopni schodami. Nie ma żadnego schronienia, stoimy w otwartym polu, słońce praży niemiłosiernie, wzrok syci się kunsztem starodawnych architektów. To, Chichen Itza. Największe i najlepiej zachowane ruiny miasta Majów na Jukatanie. To dla nich wybraliśmy się w tą podróż. Zdecydowanie było warto.
Tulum reklamowane jest jako alternatywa dla gwarnego, tłocznego i rozświetlonego Cancun. Samo miasto faktycznie jest dość senne, spokojne, z masą knajpek i stoisk z pamiątkami. Centrum oddalone jest od plaży, więc dopiero wieczorem zaczyna się tu większy gwar i zgiełk. Jednak to nie centrum miasta przyciągnęło nas w to miejsce, lecz ruiny świątyń Majów. Ostatnie duże miasto Majów, będące jednocześnie portem zachwyca swoim umiejscowieniem. Pozostałości świątyń położone na krawędzi skarpy, nad samą wodą. Jesteśmy w stanie objąć wzrokiem jednocześnie ruiny oraz lazurowe zatoki Morza Karaibskiego. Stoimy tak długo w palącym słońcu, napawając się tym widokiem. Mimo że opuszczone od kilkuset lat, cały ten obszar nadal robi niesamowite wrażenie.