Tłum ludzi przeciska się między autami, napiera, gęstnieje, wypełnia każdą przestrzeń. Kierowca zamyka nam okna, zatrzaskuje drzwi, w obawie że ktoś otworzy, wsadzi rękę, wyrwie telefon lub plecak. Ledwie dwie godziny temu wynajęliśmy taxi, żeby jeszcze na ostatnią chwilę zwiedzić choć z auta Mombasę, zobaczyć te kilka punktów obowiązkowych. Teraz jesteśmy świadkiem wyjścia pracowników z promu i przemarszu przez centrum do swoich miejsc pracy. Wieczorem sytuacja się powtórzy, trasa marszu ta sama, tylko kierunek przeciwny: na prom, do domu. Gdyby tylko podnieśli głowy wyżej, rozejrzeli się na boki, mogliby dostrzec ten rajski krajobraz którym są otoczeni. Bieluteńki piasek, gęsto rosnące palmy, ciepły, wzburzony ocean.