Kolejna zmiana koncepcji
Wszystkie diety redukcyjne (TKD/CKD/very-low-carb) są do siebie zbliżone, przez co można pomiędzy nimi swobodnie przechodzić. Ja zdecydowałem się jednak na połączenie very-low-carba z TKD. Nie umiem zejść poniżej 20g węgli.
W dni treningowe spożywam węglowodany okołotreningowo. Teoretycznie powinienem spożyć ich 25g przed i 25g po treningu. TEORETYCZNIE. Praktycznie wygląda to tak, że dawkę 50g rozkładam na cały dzień, ale przed treningiem spożywam ich około 10g, po treningu - w ogóle. Dziennie nie przekraczam 50g - ba! - nie przekraczam nawet 40. I tutaj jest to mieszanka CKD (rozkład dzienny) z low-carb (więcej węgli niż CKD) i duża dawka przed treningiem (TKD). Przyjmijmy jednak, że to TKD.
Redukować powinienem 500kcal. W praktyce jest to około 700-800kcal. Nie czuję się źle, nie czuję się osłabiony, mam nikły apetyt, nie mam "jazd na węgle". Wieczorem jestem tylko nieco bardziej zmęczony. Mogę jeździć na rowerze itp. Organizm dobrze znosi dietę.
Dzisiaj jadłem na śniadanie:
2 jajka na twardo
serek wiejski z 10 oliwkami z zalewy (pokroiłem i dorzuciłem)
30ml oleju z pestek winogron
3 łyżeczki otrąb pszennych
Śniadanie w pracy:
Kulka mozzarelli
Pomidor
3 parówki dobrej jakości
Posiłek teoretycznie przedtreningowy (ale dzisiaj treningu nie mam), o godzinie 14:30:
250ml kefiru (jakieś 10g węgli - muszę dojechać na rowerze do Gdańska Głównego i z powrotem, a później idę pobiegać)
parówka
Wypiłem także dwie kawy, rano wrzuciłem 5 kapsów BCAA i kapsa ThermoSpeed Extreme.
Moje odczucia?
Jestem ciągle głodny, ciągle lekko ściska mnie w brzuchu, ale nie mam apetytu. Nie przeszkadza mi to. Wydaje mi się też, że na nogach uwidoczniły mi się mięśnie. Póki co idzie na luzie. Postanowiłem jednak, że jeżeli po weekendzie (w sobotę robię lekkie ładowanie) okaże się, że nie spadłem o kilogram, to przechodzę na typowego low carba.











