Postanowiłem założyć tego bloga nieco eksperymentalnie. Zamierzam publikować tutaj posty dotyczące diety, którą mam zamiar przetestować. Pono nie jest drakońska i ponoć nie jest niezdrowa, jak na przykład dieta Atkinsa.
Kilka słów o CKD (cykliczna dieta ketogeniczna)
Dieta CKD polega na obcięciu węglowodanów w spożywanych posiłkach do minimum. Wygląda to tak, że jemy bardzo dużo białka, jeszcze więcej tłuszczu i ograniczamy węglowodany do 20-30g dziennie. Przez pierwsze dni może być ciężko, bowiem węglowodany to najszybciej dostarczane do mięśni paliwo. Organizm musi nauczyć się spalać tłuszcz, zamiast węglowodany, które mu na co dzień dostarczamy wraz ze słodyczami, makaronami, kaszami czy ziemniakami.
Dietę rozłożyłem następująco (błonnik nie wlicza się w węglowodany)
Posiłki 1-2 to białko, minimalna ilość węglowodanów i tłuszcz
Posiłek 3 (przedtreningowy) to nieco węglowodanów (max 10g), białko i tłuszcz
Posiłek potreningowy to jedynie białko i ociupina węgli (max 5g)
Posiłek 5 (obiad) to to, co jadłem dotychczas ale bez węgli
Posiłek 6 (przed snem) - białko i tłuszczyk
Treningi (dojazd rowerem do pracy, seks czy spacer - nie wliczają się)
Poniedziałek: plecy, biceps (stały nakład, bez zwiększania obciążenia)
Wtorek: barki, przedramiona (stały nakład, bez zwiększania obciążenia)
Środa i czwartek: 30 minut biegu w parku
Piątek: klatka piersiowa, triceps (stały nakład, bez zwiększania obciążenia)
W weekend następuje "ładowanie węglowodanami". Zaczyna się po treningu w piątek i kończy wraz z ostatnim posiłkiem w sobotę. Muszę wtedy dostarczyć organizmowi około 600g węgli. Odżywka może okazać się pomocna, ale lepiej po prostu jeść niezbyt tłusto, spożywać dużo owoców, słodyczy, słodkich jogurtów płatków itp.
W weekend mięśnia muszą wypełnić się glikogenem, aby mieć siłę na kolejne treningi. W tygodniu glikogen ten jest wypłukiwany z mięśni; w wątrobie występuje deficyt glukagonu. Organizm w tygodniu wprowadzony zostaje w stan ketozy (ketony działają antykatabolicznie, więc teoretycznie spadki mięśni są minimalne). Organizm "woła" o cukier, ale korzysta z tłuszczu, który spala w pierwszeństwie. W weekend można odsapnąć, zamówić pizzę i najeść się do syta. Nadal jednak obowiązuje 4-6 posiłków.
Dieta wymaga suplementacji i odpowiedniego wsłuchiwania się w organizm. Moje suplementy to:
BCAA (aminokwasy rozgałęzione) - działają antykatabolicznie i anabolicznie
Koncentrat białek serwatki (WPC) - uzupełnianie niedoboru białka
Fat burner - wspomagacz przy spalaniu tłuszczu, raczej jako zachęta do pójścia pobiegać. Nie wierzę za bardzo w takie rzeczy, ale jeśli pomoże spalić mi choć 200g tłuszczu będę zadowolony.
Nitrobolon - przed treningiem gdybym czuł, że nie dam rady bez węgli.
ZMA - Cyk+magnez+wit.B6 - anabolik, zwiększa wydzielanie testosteronu i IGF-1. Na regenerację nocną i spokojny sen.
Tran (Omega-3) + kompleks witaminowy - będą duże braki witamin z racji ograniczenia spożywania owoców (dużo węgli). Omega-3 zawsze dobre no i daje dodatkowy tłuszcz w diecie którego muszę spożyć około 180g dziennie.
Moje założenia to spadek masy ciała o 4-5kg w ciągu 4 tygodni, polepszenie samopoczucia i brak spadku w mięśniach, które powinny się uwidocznić. W tym momencie ważę 95kg, mierzę 194cm, w bicepsie mam 37 centymetrów. Trzymajcie kciuki, już jutro pierwsze wrażenia, opis posiłków i samopoczucia. Zobaczymy także, czy dam radę na siłowni :)