Jedną z pierwszych lektur jaką po latach ponownie przeczytałam przygotowując się do korepetycji, byli "Szewcy" Witkacego. To tak zwana "lektura trudna", która wśród młodzieży wywołuje niepokój i opór. Ja zaś uwielbiam Witkacowskie glątwy, wątpia, egzystencjalny głód, nienasyconą potrzebę nurkowania w żywioł metafizyki. Jako człowiek nie byłby moim bratem, jako pisarz – jest mi bliski.
Niezmaterializowana rzeczywistość istnieje, ponieważ libidalna energia wewnętrznego głosu nie znalazła nigdy ani ukojenia, ani formy. Wszelkie jej hipotetyczne ilustracje są zaledwie odbiciem grymasów ψυχή (czyt. psyche). Monstrualność tych rwanych spazmatycznych okrzyków cierpiącego Ja, jest nie do przełożenia na wypolerowaną retorykę; jest złowroga, surrealna. Jako cywilizacja nauczyliśmy się ją brutalnie tłumić albo ugłaskiwać i oswajać komfortem.
Witkacy bał się świata, w którym człowiek przestaje być tajemnicą, a staje się funkcją. Kimś, kto wykonuje zadania, konsumuje, odpoczywa i nie zadaje pytań. W takim świecie nie ma już miejsca na sztukę rozumianą jako wstrząs, na filozofię, na duchowość, na doświadczenie dziwności istnienia.
To dramat o każdym czasie, w którym człowiek słyszy: "oddaj nam swoją wolność, a my damy ci porządek".
Pracuję więc nad pierwszym skryptem o "Szewcach", a w dalszej perspektywie będzie to seria filmów, przygotowujących młodzież do podjęcia wyzwania pisania esejów maturalnych, które wykraczają poza schematyczne rozprawki (esejów zdawalnych przy tym z jak najwyższym wynikiem procentowym).