"Pieśń o Rolandzie" i "Konrad Wallenrod" to moje chyba ulubione lektury, tak mi się wydaje po moim wielkim come back na łono podstaw i klasyki.
Na początku szukałam pracy dodatkowej, odezwała się koleżanka, niegdyś wykładowczyni, że ma córkę w wieku maturalnym i czy nie spróbuję jej przygotować. No i tak się zaczęło, czytanie, powtarzanie mojej wyzerowanej z czasów szkolnych wiedzy. Dosłownie zbudowałam ją sobie z bardzo na początku wybrakowanych fundamentów.
Podoba mi się literatura dworska bardzo, nie dlatego że jest lepsza, tylko dlatego że odpowiada mi jej tonacja, lekkość, zarazem ciężar i kunszt.
Podoba mi się danse macabre. Podoba mi się barokowa poezja metafizyczna, gotycyzm przełomu Oświecenia i Romantyzmu. Podoba mi się język i zaangażowanie Żeromskiego. Młoda Polska - bardzo też. Gdyby Przerwa-Tetmajer miał wyobraźnię Micińskiego, to byłby dla mnie idealny mix. "Kamienie na szaniec" - wow.
Mało co mi się nie podoba z kanonu lektur. W sumie powinniśmy być naprawdę dumni z tego, co każe się czytać uczniom. Szkoda tylko, że u tych, zachwyt nie jest powszechny (matura z polskiego wypadła ostatnio najsłabiej).
Najprzyjemniej jednak jest pracować z fajnymi młodymi ludźmi, którzy mi ufają, którzy czują, że robią postępy i chcą współpracować.
Tak, chyba lubię etos rycerski i miecz i szpadę hihi.











