2+2=5[1]
Drodzy Obserwatorzy, jest Was już ponad dwieście. To znakomita okazja, żeby poświęcić notkę liczebnikom.
Kiedy zaczynałam pisać ten tekst, miałam gdzieś z tyłu głowy formę *dwieścioro[2], na której chciałam zbudować cały wywód (co po części i tak robię). Na szczęście zapaliła mi się lampka ostrzegawcza: nigdy nie widziałam tej formy w słownikach, wyszukiwarka Google znajduje tylko dwa poświadczenia na stronach internetowych, a wyszukiwarka PELCRA (Narodowy Korpus Języka Polskiego) zwraca zero wyników. Sięgnęłam więc do Słownika poprawnej polszczyzny[3] i hasło problemowe LICZEBNIK[4] rozwiało wszystkie moje wątpliwości:
Grupa liczebników zbiorowych jest nieliczna, obejmuje bowiem odpowiedniki liczebników głównych od dwóch do dziewiętnastu, liczebników głównych oznaczających równe dziesiątki od dwudziestu do dziewięćdziesięciu, dwa liczebniki nieokreślone: kilkoro, kilkanaścioro oraz liczebnik oboje (obydwoje)[5].
Przeczytawszy to, pomyślałam „Szkoda, miałam taki ładny pomysł”.
Forma *dwieścioro brzmiała dla mnie dziwnie, ale jednak udało mi się ją utworzyć. Próbowałam zrobić to samo z liczebnikami głównymi kończącymi się na -sta (np. trzysta, czterysta) i wychodziły mi formy zupełnie wykolejone (*trzyścioro? *trzystaścioro?[6]). Zmyliło mnie -e w mianowniku liczebnika dwieście. Mój prosty mózg, szukający analogii, błyskawicznie podsunął mi formy takie jak jedenaście, szesnaście. Skoro od takich form tworzę liczebniki zbiorowe (jedenaścioro, szesnaścioro), to czemu nie dwieścioro?!
Jedyną odpowiedzią, jaka mi się nasuwa, to argument uzusu – ogół użytkowników po prostu tak nie mówi (notabene, ten upersonifikowany ogół ma tendencję do porzucania liczebników zbiorowych i zastępowania ich liczebnikami głównymi: zamiast dwoje dzieci można usłyszeć dwójka dzieci, zamiast pięcioro dziewcząt – pięć dziewcząt, zamiast dwadzieścioro dwoje uczniów – dwudziestu dwóch uczniów). A kimże ja jestem, żeby spierać się nie dość, że z uzusem, to jeszcze z prof. Jadacką…
Jak już człowiek pochyli się nad liczebnikami, zauważa, że jedna z ciekawszych części mowy, jakie mamy w polszczyźnie.
Liczebnik powoduje na przykład problemy składniowe, bo rozmywa kategorię podmiotu – zwykle podmiotem jest rzeczownik w mianowniku, ale np. w zdaniu Osiem psów pilnowało domu nie mamy żadnego rzeczownika w mianowniku [sic!]. Co w takim razie jest podmiotem? Fraza osiem psów. Osiem (a raczej [ta] ośm) było bowiem w prasłowiańszczyźnie rzeczownikiem (podobnie jak pięć, sześć, siedem, dziewięć i dziesięć)[7], a jeśli mamy obok siebie dwa rzeczowniki, jeden z nich zwykle zaczyna dominować i powstaje związek rządu– w przykładzie osiem wymaga, aby psy pojawiły się w dopełniaczu. Nie możemy jednak powiedzieć, że podmiotem jest tylko osiem, bo podmiotem nie jest liczba osiem (byłaby na przykład w zdaniu Osiem podzielone przez cztery daje dwa), tylko psy (jak to uwielbiają pisać niektórzy autorzy *„w liczbie 8 [ośmiu]”). W związku z tym nie pozostaje nam nic innego, jak uznać za podmiot frazę osiem psów.
To nie koniec problemów z liczebnikami w zdaniu. Na przykład taki niewinny tysiąc każe nam się zastanowić nad tym, jaki rodzaj ma mieć orzeczenie: męski czy nijaki? Tysiąc gwiazd świecił na niebie czy Tysiąc gwiazd świeciło na niebie? Najlepszym wyborem jest rodzaj nijaki, który – choć poprawny – brzmi nieco dziwnie, gdy towarzyszy mu przydawka, np. Niecały tysiąc gwiazd świeciło na niebie. W tym przypadku rodzaj męski nasuwa się sam (bo przydawka niecały jest z kolei w związku zgody z tysiącem i przejmuje jego męski rodzaj). Podobne wątpliwości pojawiają się, gdy zmienimy szyk: Świeciło (a może świecił?) na niebie tysiąc gwiazd[8].
Jak starałam się Wam pokazać, liczebnik jest niezwykle ważny dla językoznawców zajmujących się kulturą języka, a także dla praktyków, czyli redaktorów, korektorów i autorów. To najbardziej pragmatyczny sposób, w jaki można spojrzeć na tę część mowy. Jednak w moim przekonaniu dużo ciekawsza jest historia liczebników w polszczyźnie, o której napiszę za tydzień (oczywiście w olbrzymim skrócie, bo nie będę przecież przepisywać Wam podręcznika do gramatyki historycznej).
Bibliografia:
K. Długosz-Kurczabowa, S. Dubisz, Gramatyka historyczna języka polskiego, Warszawa 2006.
Słownik poprawnej polszczyzny PWN, oprac. L. Drabik, E. Sobol na podstawie Wielkiego słownika poprawnej polszczyzny pod red. A. Markowskiego, Warszawa 2009 – (SPP).
[1] Brat z bratową (technik informatyk i inżynier fotoniki) podawali mi kiedyś dowód:
4-4=10-10
a2+b2=5*(2-2), gdzie b=a
a2+a2=5*(2-2)
stosujemy wzór skróconego mnożenia i dzielimy obustronnie przez (2-2)
(2+2)(2-2)=5(2-2) |:(2-2)
(2+2)(2-2)=5(2-2)
2+2=5
Niby wszystko się zgadza, ale 2-2=0, a przez 0 nie można dzielić.
[2] W pracach na temat kultury języka znakiem „*” poprzedza się formy błędne (ten sam znak w pracach dotyczących historii języka stosuje się przed formami rekonstruowanymi z języków, które wyszły z użycia nim użytkownicy opanowali pismo (np. prasłowiańszczyzny czy praindoeuropejszczyzny).
[3] Słownik poprawnej polszczyzny PWN, oprac. L. Drabik, E. Sobol na podstawie Wielkiego słownika poprawnej polszczyzny pod red. A. Markowskiego, Warszawa 2009.
[4] Tamże, s. 1051–1058 (opracowanie hasła: Hanna Jadacka).
[5] Tamże, s. 1055.
[6] Chyba każdy fonetyk i słowotwórca urwałby mi za to głowę.
[7] K. Długosz-Kurczabowa, S. Dubisz, Gramatyka historyczna języka polskiego, Warszawa 2006, s. 252–253.
[8] Por. tysiąc [w:] SPP, s. 814.















