Pamiętam, że w pierwszym wywiadzie dla prasy, nowo-wybrany prezes PZPS, Mirosław Przedpełski, zadeklarował, że chce rozwinąć polską plażówkę. Wtedy, w 2004 roku, w Polsce chyba nikt jeszcze nie słyszał o World Tour. W plażówkę grali siatkarze klubowi, którzy latem mieli wolne, bonie grali w reprezentacji. Równo 10 lat później mamy pierwsze złoto w turnieju w Hadze, trzy polskie zespoły, które stale występują w turniejach głównych, niezliczone medale w rozgrywkach młodzieżowych i jedne z najlepszych rozgrywek w Starych Jabłonkach. Nie, wcale nie twierdzę, że to zasługa Przedpełka. Na własne oczy jednak widziałam, jak to się zmienia. Jak nagle, wśród wielkich gwiazd brazylijskich, amerykańskich, holenderskich, austriackich i niemieckich pojawiły się nazwiska polskie...i łotewskie :) (nigdy nie wyjdę z podziwu dla Plavinsa i Smedinsa).
Fijałek i Prudel to chyba pierwsza para, która tak na serio była przygotowywana do plażówki. Oni nie mają jeszcze 30 lat, a już zagrali w ćwierćfinale IO. Wczoraj wreszcie zdobyli swoje pierwsze złoto w WT pokonując bardzo doświadczonych, ale niedawno ze sobą grających Amerykanów, Dalhaussera i Rosenthala. W półfinale zaś pokonali parę brazylijską Emanuela (41 lat) i Pedra, od których w ćwierćfinale na IO byli gorsi o dwa małe punkty.













