Pogoda, ta szelma, mami wzrok. Zsyła na mnie dziką pomroczność. Grają na ścianach dziwne cienie. W szczelinach gomułkowskich bloków kryją się równie tajemnicze, pajęcze sieci. O, jak miło szepcą rycerskie pieśni. Owa osobliwa kombinacja porządków czasowych, każe mi wierzyć, że może żyła tu niegdyś średniowieczna Arachne. Blikuje to piekielne światło; czy ja postradałam zmysły? Niestety nie przychodzą mi do głowy żadne słowiańskie "chansons". Znam jednak pewną, której wspaniałość skradła serca całym pokoleniom:
Roland uderza w krzemienną skałę. Miecz zgrzyta, nie pryska, nie szczerbi się. Kiedy widzi, że nie może go złamać, zaczyna w duszy lamentować nad nim: „Ha, Durendalu, jakiś ty piękny, jaki jasny i biały! Jak słońce lśnisz i płoniesz.
Autor nieznany Pieśń o Rolandzie tłum. Tadeusz Boy-Żeleński











