Dopiero wróciłam z chłopakami. Wyszłam 13.30 wróciłam 18.30. Tak to można...żyć albo sie zajechać. No korzystamy z tej cudnej aury o prosto po przedszkolu zajechaliśmy autobusem na działkę. Po drodze prowiant na piknik i tak zleciało.
Dzieciaki brudne, poplamione i zmęczone dniem na świeżym powietrzu. Radość wypisana na tych brudnych mordkach jest bezcenna. Skąd oni maja siły to ja nie wiem.
A ja zrobilam uziemianie. Boso po trawniku.
Cudnie.









