wiesz?
czasami myślę muzyką. dopełniam nią sobie to co widzę, czuję. ona...pomaga mi żyć. nie tylko to, co znam. to co skomponował ktoś inny. zazwyczaj komponuję ja. albo przynajmniej się staram.
zapytasz, czemu więc tylko piszę? bo nie znam nut. i nie potrafię grać. boli mnie strasznie, że nie mogę zapisać melodii, która rozbrzmiała mi w myślach. okrasiła wiersz, sytuację, bądź sen. naprawdę to boli. myślisz, że kłamię?
to sobie myśl. ja teraz też gram, gram na pianinie. w swojej głowie. znam dźwięki, czuję rytm i gram, rejestruję.
za dziesięć minut, zapomnę jak to szło. ten jeden moment, gdzie pojawia się to coś, po prostu zniknie. znów mrugnę oczami, zrobię krok, wrócę do siebie.
i teraz, co czynić? uczyć się grać, gdy trwa to tylko sekundy? a może dać się ponieść, obudzić coś nowego w sobie. może chwycę skrzypce i poczuję ulgę. a może zabierze mnie ktoś do kościoła, gdzie zagram na organach.
wszystko być może, jeśli się nie obudzę.
wyrwę ten sen do życia, pozwolę mu trwać.
wiesz?
tylko nie mam pojęcia jak.