w kolorze jaskru
piersi królewny zazdrości dłonie księżnej pokusy i oczy kopciuszka wrażliwości
turban na głowie spięty z zamiarów
ostatecznych

Love Begins
hello vonnie

Origami Around

★
styofa doing anything
TVSTRANGERTHINGS
One Nice Bug Per Day
Mike Driver
Not today Justin
🪼
occasionally subtle
PUT YOUR BEARD IN MY MOUTH

❣ Chile in a Photography ❣

if i look back, i am lost
Monterey Bay Aquarium

oozey mess
RMH
d e v o n
Game of Thrones Daily

izzy's playlists!

seen from United States
seen from United States
seen from United States
seen from United States

seen from Malaysia
seen from United States

seen from United States

seen from United States

seen from United States

seen from Brazil
seen from Brazil
seen from Netherlands

seen from Brazil

seen from United Kingdom
seen from United States

seen from United States

seen from United States

seen from United States
seen from United States
seen from United States
@nienarodzone
w kolorze jaskru
piersi królewny zazdrości dłonie księżnej pokusy i oczy kopciuszka wrażliwości
turban na głowie spięty z zamiarów
ostatecznych
welon
nałóż na mnie welon z suchych liści róży rozgrzanych słów zazdrości nie dość mi zapomnień
zepchnij na mnie wieko z pudła wiecznych nieszczęść niech mnie dusi siła stałej nietrwałości
i nie pomijaj bólu na ból od ciebie czekam lubię gdy do krzyża przybijasz moje żebra
love on a screen
to nie tak, że zabija nas zazdrość zakryte ciemną płachtą niebo, nie mści się na nas to nie film, kinowy trailer
czasami po prostu brakuje zlepku słów, wypuszczanych z twoich ust w stronę moich złudzeń puść oczko kiedy zdecydujesz za mnie
erotyki II
kiedyś za łóżko spychałem słowa z ust twoich a teraz sięgam za głowę ręką do wnęki przy ścianie wyjmuję je leżąc w pół trzeźwy
i czytam twoim głosem bez potrzeby posiadania wyobraźni tak jest lepiej
“Muzyka narasta, crescendo, ja w sile myśli. Tysiące obrazów na minutę, setki gestów, dziesiątki spojrzeń. Zawieszam się, dotykasz moich dłoni, uciekam, odwracam się, gonię, przystajesz, całujesz, mdleję, wybierasz, zapewniasz.
Nie przyznam się nigdy, że z chęcią zamknąłbym Cię w złotej klatce. Nie muszę. Ty wiesz. Czasem wydaje mi się, że znam już wszystko, nauczyłaś mnie jak iść. Lecz zawsze wracam. Tutaj, do tych szklanych ścian, bo wiem, że to nieprawda.”
“Do oczu podchodzą łzy, do myśli niespełnione żądze. Symfonia dźwięków, zagęszczenie punktów, na których można zawiesić wzrok. Chciałbym poznać wszystko, co w Tobie.”
“Wpadam w coś głębokiego. Wyciągam rękę i czekam aż wrócisz, czekam, na Ciebie. Otworzą się bramy szklane, wyrzucą na powietrze, pozwolą Cię dotknąć, objąć, poczuć i zrozumieć.”
nie-wiersz, pierwszy
wiesz? czasami myślę muzyką. dopełniam nią sobie to co widzę, czuję. ona...pomaga mi żyć. nie tylko to, co znam. to co skomponował ktoś inny. zazwyczaj komponuję ja. albo przynajmniej się staram.
zapytasz, czemu więc tylko piszę? bo nie znam nut. i nie potrafię grać. boli mnie strasznie, że nie mogę zapisać melodii, która rozbrzmiała mi w myślach. okrasiła wiersz, sytuację, bądź sen. naprawdę to boli. myślisz, że kłamię?
to sobie myśl. ja teraz też gram, gram na pianinie. w swojej głowie. znam dźwięki, czuję rytm i gram, rejestruję.
za dziesięć minut, zapomnę jak to szło. ten jeden moment, gdzie pojawia się to coś, po prostu zniknie. znów mrugnę oczami, zrobię krok, wrócę do siebie.
i teraz, co czynić? uczyć się grać, gdy trwa to tylko sekundy? a może dać się ponieść, obudzić coś nowego w sobie. może chwycę skrzypce i poczuję ulgę. a może zabierze mnie ktoś do kościoła, gdzie zagram na organach.
wszystko być może, jeśli się nie obudzę.
wyrwę ten sen do życia, pozwolę mu trwać.
wiesz? tylko nie mam pojęcia jak.
rap.
uwielbiam kiedy w teatralnym spojrzeniu ciszą konstruuję to co widzę zamykam oczy gdy chcę coś słyszeć
taniec laserów na ścianach echo głosów pamięci zaćma w polu widzenia zimna jak lód, budzisz mnie ze snu
zostaw namiętność obróć w brak zdepcz jedność pętla/rap.
wołaj
gdy słyszę z ust twoich swoje dawno zapomniane imię trochę mam wrażenie, że płonę i zamarzam jednocześnie
już nic
i nie mogę z siebie wydusić już nic zabrano mi siły i chęci by śnić
w dół
upadam bo nie nauczyłem się oszukiwać grawitacji jak siebie samego i spod kontroli własna ma fizyczność wypuszczona daje dźwięk uderzenia skroni w próg
mam dosyć tej poezji co ckliwie rozpościera się pomiędzy rzęsami a deszczem tobą i mną
mam dosyć
do Ani
wyciągasz całośc serca spod żeber jak śmierć istnieniu na pogrzebie
i wierzysz w to, że Jezus jest obok patrzy w oczy twe zamknięte szeroko
wycinka
drzewa jak powieki opadają bez kontroli rezonans głowy wykazuje brak zainteresowania
a najpiękniejsze pieśni ku chwale polskości zawsze pamiętały o pięknie jej oblicza
ci co chcieli spalić stos innowierców wrzucić w piec wycinają gesty las paląc gardła wściekłych mas
etiuda rewolucyjna
usłyszałem dźwięk c-moll tak zakleszczony jakby dławiło go coś on nieskończony był znakiem rewolucji a teraz rozbrzmiał pośrod białych ścian niepozorny. starszy pan wystrzelał palcami dźwięki zmian
ból pojawił się bo tę polskę mam gdzieś a autor żalił się i dusił lęk
zakleszczony dźwięk tak bardzo chcę pamiętac o nim gdy odwracam się
straszne kochania
straszne kochania. w strasznych kochaniach strasznie kochają straszne kochanie w sadzę i dymy wpatrzeni na ławach ścielą w swej głowie kochliwe posłanie
nie śpią, choć leżą, tulą się, szczerzą że ta, że ten, że ci, tamci, ogół trochę półgłosem, trochę półleżąc i wszystko wizja na śnięty spokój
potem się modlą "od straty czyjejś od kłótni, rozwodu, racz nam dać panie i zasypiają krzyż cisza amen strasznego kochania straszni kochanie
(Panie Tuwimie, proszę wybaczyć.)
najkrótszy wiersz o tym wszystkim, co mnie boli
ty.
powroty
żyjemy na tle ogrodów miłości, choć raczej powinienem powiedzieć, że wydawało mi się to wszystko nie mogliśmy nic oczekiwać choć byłyście moimi pragnieniami
każda z was objazdem traktowała moje drogi bez wyjątku, byłyście jak wiatr rozpraszający się o ściany bloków z wielkiej płyty kiedy ja stojący niewzruszenie przez palce przepuszczałem czas włosami odgarniałem rzeczywistość
na tyle różnych sposobów potrafiliśmy się rozchodzić i kochać na niby omijać i rzucać w oczy mówić sobie nawzajem że dobrze nam tak jak jest dobrze nam tak jak jest
(mogliśmy wiele, ale pozwalałem decydować zapalałem w oczach spokój by nie zdradzić siebie)
na tyle różnych sposobów potrafiliśmy się rozchodzić a teraz wszystkie bez wyjątku wracacie jak jeden mąż?