Nowy post na 7lewandowski.com - Pan K, część 3, ta z nawiedzoną toaletą. http://7lewandowski.com/wp-content/uploads/2015/07/wc-265275_1280-510x337.jpg 7lewandowski, autor, lewandowski, opo, opwiadanie, pan k
New Post has been published on http://7lewandowski.com/pan-k-czesc-3-ta-z-nawiedzona-toaleta/
Pan K, część 3, ta z nawiedzoną toaletą.
Część 3, ta z nawiedzoną toaletą.
Cześć 1, ta z tą rudą Martą.
Część 2, ta w której Maks nie dopija kawy.
– Czy nie smakuje panu nasza kawa? – pojawił się nagle głos.
Maks gwałtownie otworzył oczy, spojrzał na kelnera. Przez pierwsze dwie sekundy nie rozumiał co się dzieje. Dopiero gdy zobaczył tłumek ludzi dookoła, do uszu dobiegł tani dżingiel reklamowy, zrozumiał.
– No tak się czasami zdarza. – uśmiechnął się kelner. – Nie chciałem jakoś gwałtownie budzić, więc tak delikatnie postanowiłem podpytać. Poza tym niech mnie pan źle nie zrozumie, ale przychodzić do kawiarni z własną kawą?. – powiedział wskazując na stolik.
– Ale przecież wypiłem… – zerknął i zauważył, że przed nim stoją dwie filiżanki. Jedna typowa dla tego miejsca, czyli trochę asymetryczna, a druga trochę inna i co ważniejsze pełna.
– Zdawało mi się, że kawę przyniósł ten drugi kelner?
– Drugi? Pan wybaczy, ale to musi być jakieś nieporozumienie. Kawiarnię prowadzę sam z żoną. – wskazał na kobietę, która przerwała obsługiwanie klientów i pomachała mężowi. – Czasami pomaga nam córka. Wie pan, musimy ją uczyć, że pieniądze nie rosną na drzewach. Nie dałby pan wiary ile teraz kosztuje…
Maks przestał słuchać, poczuł dreszcze na plecach.
– Czy zerknie pan na moje rzeczy? Skoczę do łazienki. – spytał.
– Oczywiście, nie ma problemu.
Maks wszedł do słynnego dizjanerskiego pomieszczenia – zwyczajem tego miejsca była współpraca z miejscową szkołą plastyczną. I co pół roku wykonywano zwycięski projekt łazienki. W ostatnim konkursie wygrał prawdopodobnie uczeń – narkoman. Ściany wyłożone czarno białą zebrą, różowe fugi i mrugające światełka doprowadzały do oczopląsu. Na szczęście lustro było zawsze lustrem. Zimna woda okazała się dość dobrym pobudzaczem, Maks stanął przy zlewie, zamknął oczy i spuścił swobodnie głowę. Usłyszał jak z toalet ktoś wyszedł. Otworzył oczy i zobaczył „spoconego grubasa”, którego zignorował i wrócił do swojego „czekania na normalność”.
– Gorszy dzień? – zaczepił go mężczyzna.
– U mnie też, nie da pan wiary ile ludzie głupot popełniają, a potem z tego same nieszczęścia.
– Kibielek jednak to jest to, można posiedzieć, postać, pomyśleć. O klientach, o życiu lub śmierci.
Ostatnie słowa grubasa Maks poczuł od środka, jakby gorący pręt przeszedł mu przez trzewia. Z nadludzką siłą złapał faceta za poły marynarki i rzucił nim o ścianę.
– Czego chcesz?! Nie zabijaj mnie! – zaczął piszczeć mężczyzna.
Maks znieruchomiał wpatrywał się w oczy swojej ofiary, poczuł ostry zapach moczu. Atak był takim zaskoczeniem, że facet zwyczajnie zlał się w gacie ze strachu.
– Coś ty powiedział o tym życiu?
– Żebyś mnie nie zabijał. Jestem tylko agentem ubezpieczeniowym. – mamrotał.
– Wcześniej? Wcześniej nic nie mówiłem! Przysięgam! Odlałem się tylko, wylazłem i myłem se ręce. Błagam, puść mnie człowieku.
Maks poluźnił chwyt, przerażony grubas wybiegł z łazienki. Kolorowe lampki nieprzerwanie mieniły się kolorami od białości po zieleń i czerwień.
„Co się ze mną dzieje? Muszę iść do domu…” – pomyślał Maks, po czym krzyknął z całych sił „KURWA MAĆ!”. Wrócił do stolika, spakował swoje rzeczy, zostawił kilka monet i wyszedł. Na zewnątrz wszystko wróciło do normy – ludzie, samochody, ptasie gówna, wszystko nagle sprawiało ulgę.
– Telefon, zadzwoń, Małgorzata. – wydał polecenie smartphonowi. Po kilku chwilach usłyszał sygnał połączenia.