- Gotowe - odetchnęłaś, wieszając ostatnią bombkę. - Co myślisz? - zwróciłaś się do zaczytanego Bucky'ego.
- Mhm - mruknął cicho, nie zaszczycając cię spojrzeniem.
- Buchanan Bananan! - zirytowałaś się. Mężczyzna obdarował cię nienawistnym spojrzeniem.
- Po co się starasz, Loki i tak nie zejdzie na kolację, Grejfrucie - wyszczerzył się.
- To się nawet nie rymuje z moim imieniem. Poza tym... - opadłaś na kanapę, obok Żołnierza. - Przekonam Lokiego.
- Nie - odparł stanowczo, przełączając kanały w telewizorze.
- Ale Lokiiii.. - jęknęłaś. - Zrób to dla mnie.
- T/I... - zaczął, siadając. - Jak wyobrażasz sobie boga, świętującego narodziny boga rzekomo stojącego w hierarchii nad nim? Świętując to całe narodzenie, zaprzeczyłbym własnemu istnieniu...
- Loki, nie musisz nic wyznawać.. po prostu bądź tego wieczoru ze mną. Wiesz, jak mi na tym zależy...
Zostały trzy godziny do kolacji. Tylko trzy godziny, aby ubłagać Lokiego. Nie pomogły prośby, przekupstwo, ani szantaż. Został ci jeden, jedyny pomysł.
- Thor, choć ze mną.. - zawołałaś blondyna, który akurat pojawił się w korytarzu. Od razu skierowałaś się do warsztatu Starka, myśląc że tam będzie bezpiecznie. Wszyscy zajmowali się świątecznymi przygotowaniami, nawet Stark, więc prawdopodobieństwo spotkania go w warsztacie było naprawdę minimalne.
- Jest taka sprawa że... - zaczęłaś, gdy tylko drzwi się zamknęły. - Chce żeby Loki spędził z nami święta, ale on jest uparty i...
- Dobrze wiesz, że Loki i święta pochodzące z innej religii...
- Thor wiem! Ale naprawdę musi zjeść z nami kolację!
- Czemu? - zainteresował się blondyn. Westchnęłaś. Thor jest Thorem i oczywiście musi wszystko wiedzieć. Ale... I tak wszyscy mieli się dziś dowiedzieć. Łącznie z Laufeysonem. - Jestem w ciąży, Thor... - Usłyszeliście, jak coś ciężkiego upada. Doskonale wiedziałaś, kto spowodował ten upadek. - Stark.
- J-ja... Co... - Po raz pierwszy w życiu widziałaś, Starka, który jąka się i nie wie co powiedzieć.
- Jesteś w ciąży- powtórzył Thor, znów spoglądając na ciebie. Kiwnęłaś nieśmiało głową. - Kto jest ojcem?
- Pfffff - prychnął Stark. - Wiesz co, Blond Młocie, nawet ja mam na tyle oleju i wiem, że to twój kochany braciszek od pięciu miesięcy se... - Zmroziłaś Tonyego spojrzeniem. - Jest w trwałym związku z T/I - uśmiechnął się, podchodząc bliżej.
- I chcesz... Chcesz mu o tym powiedzieć, podczas kolacji?
- Żeby się zadławił indykiem? - dodał Tony, coraz bardziej zainteresowany rozmową.
- Zamknij się, Blacho... Thor, po prostu przekonaj go żeby do nas zszedł. Choćby siłą.
Zajęłaś miejsce obok Tony'ego. Natomiast po twojej prawej stronie było krzesło dla Lokiego, jednak...
- Macie godzinę... - jako ostatni do salonu wszedł Thor, a za nim jego brat. Na twoją twarz wpełzł szeroki uśmiech.
- Lokes.. - podbiegłaś do Lokiego i ucałowałaś go w policzek.
- Godzina - wyszeptał, gdy pociągnęłaś go w stronę stołu. Pokiwałaś głową. Godzina z pewnością wystarczy.
- Dzieci, pora na prezenty - rozochocił się Tony. - Steve, jako nasz senior.. Rozdaj prezenty. - Rogers wywrócił oczami, jednak podszedł do choinki i z uśmiechem podawał każdemu prezent. Natasha prawie skakała pod sufit, ciesząc się nowym kombinezonem. Stark chwalił się zegarkiem, który kazano zrobić specjalnie dla niego. Steve dostał album ze zdjęciami z młodości, zarówno z Buckym jak i z Peggy (nikt nie wie, skąd Barnes wytrzasnął te zdjęcia, ale najprawdopodobniej wszedł w spółkę ze Starkiem) Buchanan natomiast dostał siedem filmów, które nieco lepiej wprowadzą go we współczesny świat. Bruce rozgryzał nowy mikroskop. Wanda zabrała się za strojenie nowej gitary, Pietro bawił się najnowszym smartfonem, Sam ogarniał udoskonalenie do zbroi, Vision natomiast trzymał w garści zdjęcie swoje i Wandy. Thor nie mógł uwierzyć w to, że kupiliście mu, a właściwie Mjölnirowi mini posłanie. Pozostał jeszcze Loki, który w końcu uporał się z toną papieru prezentowego. Gdy zajrzał do wnętrza kartonika, spojrzał na ciebie zdziwiony.
- Dziecięce buty? - zagryzłaś wargę. Natychmiast wszystkie rozmowy ucichły, a telefon Pietra upadł na ziemię. Tylko Stark wydawał się być cholernie usatysfakcjonowany.
- Czy... - Natasha chciała coś powiedzieć, jednak nie dała rady.
- Jestem w ciąży, Loki...
- Ja.. Będę miał potomka..? - spojrzał na ciebie niepewnie.
Loki wstał i mocno cię przytulił.
- Nawet nie wiesz, jak się cieszę... - wyszeptał.
- Oczywiście. Jesteś moją królową, a teraz jeszcze... Dasz mi syna...
- Albo córkę - wtrąciłaś.
- Albo córkę - przytaknął. Położył swoje zimne dłonie na twoich policzkach. Kiedy przycisnął swoje usta do twoich, poczułaś miłość, której tak naprawdę zawsze ci brakowało. Loki mówił już że cię kocha, jednak teraz czułaś to wyraźnie. - Kocham cię T/I...
- Cholera.. - Pietro pierwszy przerwał niezręczną dla reszty Avengers sytuację. - Szybka mi pękła...