Zasadniczą sprawą dla zrozumienia stosunku naszego, stosunku każdego uczciwego człowieka do sprawy powstań i rewolucji 1905 roku, jest umiejętność rozróżniania między podziwem i entuzjazmem dla osobistego bohaterstwa i poświęcenia, a stosunkiem do odnośnej koncepcji politycznej. Zazwyczaj zaślepienie i obłąkańczy fanatyzm każe te dwie różne rzeczy ze sobą mieszać. Wychodzi się z założenia, że jeśli taki Traugutt był np. bohaterem, że jeżeli taki Mirecki i taki Okrzeja z nieporównaną odwagą umieli spoglądać w twarz zbliżającej się śmierci, za ojczyznę, to już z tego samego wynika, że ich koncepcje polityczne były słuszne i trafne. Jest w tym jakieś wielkie nieporozumienie. Trzeba zrozumieć, iż np. ja - dobry katolik - mogę czuć podziw i szacunek dla Jana Husa, idącego na stos z uśmiechniętą twarzą. Jednocześnie mogę zaś uważać, iż interpretacja ewangelii dokonana przez Husa była jak najbardziej fałszywa, ba, niedorzeczna nawet. Możemy więc entuzjazmować się odwagą i patriotyzmem rewolucjonistów, a jednocześnie krytycznie odnosić się do ich programu politycznego.
Adolf Bocheński











