Nasze rzeczy są gówniane. Chujowej jakości po prostu – nienaprawialne telefony, okładki generowane przez sztuczną inteligencję, plastikowe ubrania rozpadające się po trzech miesiącach średnio intensywnego noszenia, jednorazówki tak cienkie, że rozpadają się przed ukończeniem swej jedynej misji. Nie to co w latach 90tych, te ubrania po mamie, jakieś takie wytrzymalsze, z bawełny, wełny, no, a jak się szło na zakupy, to zero plastiku na tym bazarku.
Rzeczy w trakcie transformacji były chujowe. Grubę, wielkie, ciężkie, wolno działające komputery, grzmiące lodówki, książki zlepione bieda-klejem, a wszystko pstrokate, wytwarzane na szybcika, przez pół-amatorów w januszeksie. Nie to co te solidne artykuły z peerelu, może wybór mniejszy, ale jakie solidne!
Przedmioty w peerelu były chujowe. I ich nie było. W latach siedemdziesiątych moja pociotka dalej nie miała lodówki, stało się godzinami po wyrób czekoladopodobny, pralka frania była chujowej jakości, syrenka czy fiat 144p także były chujowej jakości i niemożliwie drogie. Nie to co te nowoczesne, bogato zdobione, ale w dobrym guście, ceramiki, lustra, meble przedwojnia!
Czy ja już musze mówić, że większości na te cudka mało kto mógł sobie pozwolić? Że powszechne było obniżanie i fałszowanie jakości jedzenia, że automatyzacja produkcji przynosiła spadek jakości, że jedną z podstaw antysemityzmu była absolutna chujowość stosunków handlowych, którymi zajmowali się przede wszystkim Żydzi?
Tak samo z mieszkalnictwem – kiedy się, ja przepraszam, dobrze mieszkało w Polsce Teraz, z gwałtownie drożejącymi czynszami, w latach 90tych, kiedy ceny poszybowały a nowe osiedla były chaotyczne i bez infrastruktury, w peerelu, kiedy czekało się x lat na ciasne mieszkanie, przed wojną, kiedy spało się w jednej izbie w siedem osób?
Generalnie, nasze standardy rosną. Ale kto może sobie pozwolić na prawdziwie dobre rzeczy? Cóż, nie za wiele z nas, ktoś zawsze zechce oszczędzić parę groszy na koszt jakości (lub, w przypadku PRL, nie jest w stanie wyprodukować nic lepszego). Rzecz w tym, że wraz z rozwojem technologii rzeczy mają więcej miłych nam funkcji, które następnie bierzemy za pewnik, jak to, że jest energowydajny, jest lekkie, poręczne, nie zacina się i wystarczy kliknąć a samo chodzi, nie trzeba przy tym stać i obsługiwać. Nie ma co popadać w nostalgię, tylko dążyć do ustawowego wzmacniania jakości, naciskać na prawodawców i firmy, by miały punkty naprawy towarów, głosować portfelem, zaszywać własne ciuchy, szukać z drugiej ręki. Da się podnieść standard.



















