Wpis #512 | Ho99o9
Dawno nie było nic o muzyce i póki entuzjazm po koncercie z zeszłego tygodnia jeszcze nie opadł trzeba o tym napomknąć.
Zasadniczo, gdy dziś słyszę o połączeniu rapu i punk rocka w mojej głowie klaruje się wizja numetalowych odszczepieńców, których tak boli śmierć ich muzyki, że muszą podłączyć się pod inne szufladki w nadziei, że kogoś zachęcą. W większości wypadków ten mechanizm obronny działa idealnie i pozwala ignorować całe zastępy gówna przykrytego tyradami o eklektyczności i byciu poza “scenowymi ograniczeniami” (serio, napalmem w każdy zespół, który musi takie kocopoły powtarzać).
Jednak czasem przez ten filtr można zignorować coś, co koniec końców jest... dobre.
https://www.youtube.com/watch?v=G4tr9zaueE0
Dzika scena na OFFie, między gimbazą, domniemanymi pretensjonalnymi hipsterami, których koniec końców wcale tam nie ma, stoję i widzę koncert zespołu, który ktoś sprzedał mi jako “coś jak Deathgrips”. Porównanie może i miało by sens, gdyby nie to, że na scenie widzę dwóch typów, którzy odgrywają dumkę na dwa serca w wersji na duet Ol’ Dirty Bastarda i HR’a.
Ho99o9 dość dosłownie wziął sobie maksymę z kawałka The Cold Crush Brothers i stworzył specyficzny miks Wu-Tangu z hardcore/punk w duchu 80′s (głównie) z zachodniego wybrzeża i pozą na GG Alina (choć pewnie i tak koniec końców najbardziej przypadnie to do gustu fanom Odd Future i Trash Talk).









