Warszawa: egzekucja na Pustelnickiej
Ryszard Piwko miał 45 lat, był wdowcem. Jego żona zginęła w czerwcu 1997 roku w wypadku samochodowym. Mieszkał razem z synem i teściem w Nadarzynie. Był człowiekiem niezwykle spokojnym, bez nałogów. Pracował jako operator węzła w zakładach betoniarskich.
Po śmierci żony Piwko utrzymywał bliskie kontakty z jej siostrą, panią Anią, która mieszkała w Warszawie przy ulicy Pustelnickiej 10 ze swoim 17-letnim synem. Przyjaźnili się i w przyszłości planowali związać się ze sobą na stałe. Syn Ryszarda często przyjeżdżał po szkole do ciotki, gdzie spotykał się z ojcem, a później razem wracali do domu w Nadarzynie. Tak też było 30 września 1997 roku. Około godz. 22.00 szykowali się do wyjścia, odprowadzić do samochodu miał ich syn pani Ani. Przed kamienicą przy ulicy Pustelnickiej 10 stał zaparkowany Polonez pana Ryszarda. Obaj chłopcy pakowali do bagażnika torby, a pan Ryszard Piwko wsiadł do samochodu. Nagle do pojazdu podbiegło dwóch mężczyzn i z bliskiej odległości strzelili do pana Ryszarda. Mordercy zaczęli też oddawać strzały w kierunku chłopców, ale tym udało się uciec. Bandyci zbiegli w kierunku ulicy Witolińskiej, następnie biegli ulicą Jarocińską i Osiecką.
Pan Ryszard Piwko zmarł w szpitalu nieodzyskawszy przytomności. W sumie oddano do niego 17 strzałów. Jakiś czas po morderstwie anonimowy mężczyzna poinformował policję, że na rogu ulic Stępińskiej i Nowatarskiej znajduje się kiosk warzywny, na dachu którego jest torba. W torbie znajdowała się broń, z której dokonano zabójstwa.
Wiele w tej sprawie wątpliwości, ponieważ takie egzekucje na osobach, które nie mają nic wspólnego ze światem przestępczym, należą do rzadkości.
GOOGLE MAPA: <kliknij tutaj>
Samochód zamordowanego był zaparkowany mniej więcej pomiędzy białym Oplem a niebieskim Passatem widocznym na mapie.












