Wałbrzych: patologiczne małżeństwo
W Wałbrzychu przy ulicy 11 Listopada 110 mieszkało młode małżeństwo: 25-letnia Iwona K., z zawodu krawcowa oraz Krzysztof Ch., 21-letni mężczyzna bez wykształcenia. Pracował dorywczo. Miał skłonności do picia alkoholu. Para miała dwumiesięczne dziecko - córeczkę Karinę.
28 czerwca 1997 roku Iwona K. udała się do Kudowy na chrzciny dziecka z rodziny. Zostawiła swoją córeczkę pod opieką ojca. W nocy z 28 na 29 czerwca w domu trwała libacja z udziałem Krzysztofa Ch. i jego najbliższych znajomych. 29 czerwca ok. 8.30 Pan Krzysztof, jak przykładny ojciec, wyszedł wraz z Karinką na spacer. Niemowlę było w głębokim wózku ubrane w śpioszki w czerwone kropki. Jak zeznał Krzysztof Ch., zostawił wózek z dzieckiem na podwórku za kamienicą, w której mieszkał i udał się do pobliskiego sklepu po piwo. Gdy wrócił po 5 minutach, dziecka w wózku już nie było. Policję zawiadomił o godzinie 10.10. Nikt nie widział momentu rzekomego uprowadzenia.
17 lipca 1997 roku policjanci z Wałbrzycha interweniowali w jednym mieszkaniu na terenie miasta, w którym odbywała się libacja alkoholowa. Brali w niej udział rodzice zaginionej Kariny. Para pokłóciła się, bo żona nazwała Krzysztofa Ch. "mordercą". W toku prowadzonego śledztwa znalazł się świadek, który widział, jak Krzysztof Ch. 29 czerwca około godziny 4.55 rano szedł z dużą torbą reklamową wypełnioną czymś do połowy. Ten kategorycznie temu zaprzeczył. Na skutek swojej choroby alkoholowej, 15 grudnia 1997 popełnił samobójstwo.
W grudniu tego samego roku do prokuratury w Wałbrzychu wpłynęło pismo, w którym jeden ze znajomych Krzysztofa Ch. - Marian P. zeznał, że jego kolega przyznał się w rozmowie z nim do zamordowania swojej córeczki. -Krzysztof powiedział mi, że dziecko wcale nie zaginęło, lecz ojciec je zamordował - zeznał Marian P. Dodał, że mieli dziecko wykopać i przenieść na cmentarz, ale został aresztowany. Wyrodny ojciec zamordował Karinkę, bo - jak powiedział - dziecko płakało, więc "wyrwał chwasta". Jako dowód Marian P. przedstawił też taśmę magnetofonową, na której nagrana była jego rozmowa z Krzysztofem Ch. Mężczyzna mówił, że "zabił bękarta i godzi się na wykopanie go z lasu, by pochować na cmentarzu".
Nigdy nie znaleziono zwłok 2-miesięcznej Karinki. Nawet, gdyby podjęto próbę odnalezienia ich, to nie dałoby to żadnego rezultatu, ponieważ zwłoki tak małego dziecka ulegają szybko rozkładowi. Zbudowane są z chrząstek, a kości są słabo wykształcone.
Nigdy nie ujawniono żadnych dowodów wskazujących na to, by w tej okrutnej zbrodni brała udział matka Karinki, Iwona K. Prokuratura w 2008 roku uznała, że dziecko zostało zamordowane przez ojca, ale ze względu na jego śmierć samobójczą, śledztwo zakończono.
Matka Iwona K. jednak niczym nie różni się od Krzysztofa Ch. Według najnowszych informacji, na żaden chrzest nie pojechała, a po prostu porzuciła Karinkę, bo miała dość jej płaczu. W 2008 roku przeprowadziła się do Kamiennej Góry. Tam poznała Mariusza V. w agencji towarzyskiej, w której pracowała. Zamieszkała w jego mieszkaniu wraz ze swoim szóstym dzieckiem, 3,5 letnim Bartkiem - przyrodnim bratem Karinki. Bartek został zamordowany przez Mariusza V. Ten bił chłopca rękami i różnymi przedmiotami, w tym paskiem z metalową sprzączką. Po kilka godzin, systematycznie, z krótkimi przerwami. Iwona K. nic nie robiła, by bronić chłopca. Bartka bolało całe ciało, jednak jego matka nie wezwała pomocy. Mariusz V. w 2009 roku został skazany na dożywocie za zabicie i znęcanie się nad chłopcem, a matka Karinki i Bartka na 15 lat za nieudzielenie pomocy na pomocnictwo w zabójstwie. Kto wie, może brała też udział przy zabójstwie swojej pierwszej córki, Karinki?
– Iwona K. nie pomagała w prowadzeniu śledztwa ani przed laty, kiedy intensywnie poszukiwaliśmy Karinki, ani teraz, kiedy siedzi w areszcie - mówił w 2009 roku Paweł Petrykowski z dolnośląskiej Komendy Wojewódzkiej Policji.
zdjęcie 2-miesięcznej Karinki
Budynek, w którym mieszkało małżeństwo i w którym prawdopodobnie doszło do zbrodni. Krzysztof Ch. zeznał, że wózek z dzieckiem pozostawił na podwórku z tyłu kamienicy (widoczne wejście przez bramę).
GOOGLE MAPS: <kliknij tutaj>