Czasy się zmieniły, zdecydowanie nie na lepsze.
Kiedy człowiek jest w gimnazjum/ w liceum i zaczyna zdawać sobie sprawę ze swojej orientacji cały świat staje na głowie. Rzeczy pewne nie są już wcale takie stałe i niezmienne. Człowiek zaczyna kwestionować jedną rzecz i nagle cały światopogląd wywraca Ci się do góry nogami. Religia przestaje być taka oczywista, rodzina staje się źródłem stresu i niepokoju, znajomi stają się nagle obcymi ludźmi. Człowiek rozpaczliwie poszukuje akceptacji. Afirmacji, że ta nowa wersja mnie jest dobra, wartościowa, że zasługuje na miłość.
Ten moment mam za sobą od dawna - mniej więcej od 6 lat. Od tamtego czasu moje pierwsze zauroczenie osobą tej samej płci przestało być przerażające i minęło jak każdy nastoletni crush, mówienie o mojej orientacji znajomym nie stanowi już wyzwania i nawet rodzina przyzwyczaiła się do moich wzmianek o tym (być może uważali to nadal za fazę, ale raczej ich reakcja była neutralna, a nie negatywna - było to traktowane jak lekki bzik, coś w stylu 'ciocia Ala zawsze nosi kapelusze' albo 'wujek Tomek kolekcjonuje stare zegary'). To był szczęśliwy czas.
Gdyby ktoś mi wtedy powiedział, że nadejdzie czas kiedy znowu wróci ta gimnazjalna obawa, zostałby potraktowany z pełnym uprzejmości sceptycyzmem. Kiedy człowiek jest dumny z tego kim jest i wie, że ma prawo być tym kim jest i być z kim chce, to nie odczuwa strachu.
Było wtedy o co walczyć. O związki partnerskie, o małżeństwa, o adopcję dzieci, o edukację seksualną w szkołach, o ułatwienie procesu zmiany płci. Ale to była walka pełna nadziei.
Nie było oczywiście kolorowo. Były ataki i wyzwiska, w szkołach, na ulicach, w miejscach pracy. Dzieci wyrzucane były z domów za inną orientację niż heteroseksualna. Śmiem jednak twierdzić, że nie było to normą i że zmierzaliśmy (powoli) w dobrym kierunku.
Kiedy teraz na to patrzę, nie jestem w stanie powiedzieć kiedy to się zaczęło.
'Strefy wolne od LGBT'? To bolało. Czym strefa wolna od LGBT różni się od napisu 'Nur für Deutsche' albo 'white persons only'. To bolało, ale człowiek mówi sobie, przecież to tylko hasło. Ból koiły tęczowe nalepki na drzwiach innych klubów i kawiarni. 'LGBT friendly'. To dawało siłę i energię.
Parada równości w Warszawie w roku 2019 była dobrym doświadczeniem. Nie lubię tłumów, ale to było jak odetchnięcie świeżym powietrzem. Było dobrze. Tak dużo osób wokół mnie podobnych do mnie. Mamy te same wartości, zmienimy świat, zmienimy Polskę. I nawet jeśli wzbudzili moje oburzenie stojący w jednym miejscu na poboczu ludzie z napisem 'Stop pedofilii', którzy głosili, że każdy gej to pedofil, to tamtego dnia zwyciężyło pozytywne wspomnienie tysiąca tęczowych flag i morza akceptacji.
Nie wiem co się stało potem. Być może to jeden z tych momentów, kiedy człowiek powinien był postawić się wcześniej. Tylko że czy wtedy nie było by to postrzegane jako wołanie o atencję i robienie szumu i krzyku o nic? Trudno określić.
Wiem jedynie, że gdzieś przez ostatni rok obudził się we mnie strach. Boję się teraz wyjść na ulicę z tęczową torbą, tak jak boję się iść na paradę równości. Nie wiem już czy to irrcjonale czy nie, ale wiem że boję się tego kim jestem. Boję się czy będąc sobą czeka mnie tylko atak słowny, czy może pobicie, a może pchnięcie nożem. Ruletka. Loteria w której szansa wzrasta z każdym dniem.
Wiem, że ostatnio nie mogę rozmawiać z rodziną o tym, kim jestem. Mój konserwantywny dziadek był pierwszą osobą w rodzinie, która wiedziała o mojej orientacji. Wtedy powiedział mi 'Zawsze będę Twoją rodziną i kochać będę Cię niezależnie od wszystkiego, nawet jeżeli matka, czy ojciec czy babka Cię nie zaakceptują.' Ostatnio powiedział mi, że wszystkich tych tęczowych zboczeńców kazałby rozstrzelać. Czy zapomniał, że Ci 'zboczeńcy' to również ja? A może po prostu nie ma to wcale dla niego znaczenia.
Wiem, że z resztą mojej rodziny nie jest teraz lepiej od dawna nie padało z ich ust słowo 'zboczenie' i 'nienormalność'. Jak widać ostatnio wiele rzeczy się zmieniło.
Rozumiem tych, którzy postanowili walczyć, jednak ja chyba nie potrafię. Sparaliżował mnie strach. Boję się, co jeszcze stracę, bo widzę, co właśnie uciekło mi z rąk. Boję się co będzie później i mam tylko ochotę uciekać. Mam ochotę powiedzieć sobie 'te ostatnie 6 lat nie było prawdziwe, przecież możesz wrócić do bycia sobą sprzed gimnazjum, sprzed tego pierwszego zauroczenia. Skoro i tak nie wyszło, to czy nie było to kłamstwem? Wymyślam sobie problemy. Może naprawdę jest coś ze mną nie tak?' Czy szafa, którą pamiętam, była aż tak niewygodna?
Akceptacja to krucha i wątła rzecz. Postawiliśmy wszystko na jedną kartę i mam wrażenie, że właśnie przegrywamy.











