Wyszłam z obiadu w stylu wręcz teatralnym. Znowu kurwa cebula, której mi nie wolno. Po wczorajszym obiedzie (gulasz z cebulą) się pochorowałam i na kolację nie przyszłam, dziś na obiad: w zupie cebula + por. Nie zjadłam. Danie drugie: mięso w sosie z cebulą oraz kartofle z koperkiem. Mogłam z drugiego zjeść tylko marchewkę. Chuj, wyszłam. Akurat zaczął mi się Red dej, to by tłumaczyło moje wkurwienie.
Poszłam do Walkirii. I dobrze. Zamówiłam grzane wino i frytki z majonezem. I jeszcze raz grzane wino. Muszę wyluzować bo oszaleję.
W każdym razie polecam. Zwłaszcza grzańca miodowego ;D












